Magia Birmy

Małgorzata Pokutycka Fotografia  Fotoreportaż

Birma to ostatnio gorący temat nie tylko pod względem politycznym, ale coraz częściej turystycznym. Mówi się, że to klejnot Azji lub kraj gdzie czas zatrzymał się dziesiątki lat temu. O co właściwie tyle szumu? Co tam można zobaczyć i po co jechać do tego kraju?

Birma to kraj mnichów. Około pół miliona ‘duchownych’ w szafranowych szatach mieszka w klasztorach na terenie całego kraju. Każdy mężczyzna podczas swojego życia powinien wstąpić do klasztoru chociażby na krótki okres. Codziennie rano, na ulicach miast i wsi można zobaczyć pochód mnichów drepczących boso, trzymających w rękach duże czarne misy. W ten sposób zbierają oni datki i jedzenie na nadchodzący dzień. W klasztorze Maha Ganayon Kyaung w Amarapurze codziennie około godziny 11 ustawia się sznur ponad tysiąca mnichów, aby dostać swoją rację i następnie w ogromnej stołówce spożyć wspólnie posiłek.

 

 

Mnisi i buddyjskie zakonnice stanowią cenne źródło informacji i zawsze są chętni do rozmowy, dyskusji i wymiany opinii. Klasztory najczęściej zapewniają edukację młodym chłopcom i dlatego w Birmie jest jeden z najniższych odsetek analfabetyzmu w Azji. Znajomość języka angielskiego i duża wiedza o świecie szczególnie sędziwych duchownych może wprawić w osłupienie. Tak właśnie było w przypadku trzech seniorek spotkanych na ulicy w Hsipaw.

 

 

Birma to zdecydowanie kraj świątyń. Złote stupy stanowią nieodłączną część krajobrazu. Ta najważniejsza znajduje się w Rangunie. Stu metrowa Shwedagon Paya robi ogromne wrażenie, zachwyca pięknem konstrukcji i spójnością wszystkich budynków znajdujących się dookoła złotego stożka. Na szczególne wyróżnienie zasługuje atmosfera i klimat jaki panuje wokół tego miejsca: spokój, powaga oraz ogromny szacunek dla religii – filozofii, unoszące się szepty modlitw są jak muzyka dla ucha.

 

 

Panorama Baganu. Ponad dwa tysiące świątyń rozsypanych na równinie między drzewami i polami uprawnymi. Miejsce ma swój nieodparty urok błogości i świętości. Najlepiej zwiedza się je na rowerze, krążąc ścieżkami między murami, których historia sięga IX wieku.

 

 

Najbardziej magiczna pora dnia W Bagan to wschód i zachód słońca, trzeba tylko wdrapać się na jedną z centralnie ulokowanych świątyń i piękne widoki 360’ gwarantowane.

 

 

Jedno z najbardziej fotogenicznych miejsc w Birmie to U Bein’s Bridge, najdłuższy na świecie, ponad kilometrowy, most z drewna tekowego. Od ponad 160 lat służy lokalnym mieszkańcom do przekraczania jeziora Taungthamat. Most posiada pięć zadaszonych sekcji gdzie można schować się przed palącym słońcem czy deszczem.

 

 

Największym skarbem  Birmy są ludzie. Uśmiechnięci, sympatyczni, otwarci i ciekawi świat. Ludzie którzy zainteresowani są twoją historią nie twoimi pieniędzmi. Trek z Namhsan do Hsipaw był jedną z kluczowych atrakcji całego pobytu w tym kraju, właśnie za sprawą kontaktów z mieszkańcami mijanych osad. Odwiedziliśmy kilkanaście wiosek i wszędzie spotkaliśmy się z ciepłym przyjęciem. Brak turystycznej infrastruktury w niczym nie przeszkadzał, znalezienie noclegu i posiłku w jednym z lokalnych domów nie stanowiło żadnego problemu.

 

 

W Birmie mieszka ponad sto mniejszości etnicznych do najliczniejszych należą Szanowie, Karenowie i Arakanowie  zachowali oni swoją odrębność  tradycji, języka i ubioru. Kobieta z prowincji Shan dumnie prezentuje swoje imponujące okazy, które właśnie przyniosła z grzybobrania.

 

 

Słodkie dzieciaki jak zawsze zaciekawione turystami tym razem nie prosiły o pieniądze, długopisy czy słodycze. Zajęte grą w rzucanie kamyków, strzelanie z gumek, czy toczenie opony kijkiem dla odmiany witały nas zwrotem ‘Bye , bye’, który według nich miał oznaczać ‘Hello’.

 

 

Jezioro Inle jest jedną z głównych atrakcji Birmy. Położony w szerokiej dolinie, otoczony górami, w godzinach porannych spowity mgłą, ogromny akwen jak lustro odbija krajobraz. Jest to idealne miejsce do zobaczenia życia na wodzie.

 

 

Na jeziorze w siedemnastu wioskach mieszka ponad  sto tysięcy ludzi. Szereg drewnianych domków na wysokich szczudłach i wielofunkcyjny pomost z miejscem parkingowym dla łodzi to przeciętne ‘osiedle’ mieszkańców Inle.

 

 

Płynąć przez jezioro można godzinami. Wszędzie dookoła toczy się codzienne życie, kobiety piorą, myją naczynia, dzieci się kąpią, ktoś płynie małym czółnem do sąsiada czy do sklepu, mężczyźni rzucają sieci lub wybierają muł z dna … dzień jak co dzień.

 

 

Największe wrażenie robią rybacy balansujący na stojąco na rufie niestabilnego czółna  i odpychający się oplecioną wokół wiosła nogą. Ta niesamowita umiejętność pozwala im wykorzystać wolne ręce do wyciągania lub zarzucania sieci. Z daleka może wydawać się że jest to banalnie proste, w rzeczywistości potrzebna jest nienaganna równowaga i  precyzja.

 

 

Każdy kawałek ziemi jest na wagę złota i najczęściej zagospodarowuje się go pod uprawę  warzyw takich jak: pomidory, oberży czy fasola. Zbierane regularnie z ‘pływających ogrodów’ plony, przewożone są jak wszystko na jeziorze tradycyjnymi łodziami by mogły one następnie trafić na bazary w całej Birmie.

 

Lokalne targi to idealne miejsce aby poobserwować ludzi i podpatrzeć ich codzienność. Na swojskim bazarze w wiosce Thaung Tho można dostać wszystko co najbardziej potrzebne: ryż, makaron, herbatę, cukier, stosy warzyw i owoców, materiały, mięso, ryby. Towary leżą na ziemi na rozłożonych matach lub wiszą przytwierdzone do ścian prowizorycznych drewnianych stanowisk. Klienci to głownie kobiety  z mniejszości etnicznych z dużymi  koszami na plecach, które przychodzą załatwić sprawunki z okolicznych górskich wiosek.

 

 

Na większych bazarach na przykład w Nyaungshwe, który odbywa się raz w tygodniu można złożyć wizytę fryzjerowi, zjeść pyszne przekąski, wypić obowiązkową herbatkę.

 

 

Cherooty cieszą się ogromną popularnością nie tylko wśród mężczyzn. Często można przyuważyć leciwą kobietę, szczególnie na lokalnych targach, która między jednym klientem a drugim popala lokalne cygaro….

 

 

Thanakę czyli paski, kółka, listki i inne wzory można podziwiać na twarzach Birmańczyków. Głównie kobiety i dzieci, a czasem również  mężczyźni smarują buzie, a niekiedy również szyje i ramiona jasnożółtą mazią – pastą, która powstaje z proszku ze startego specjalnego gatunku drzewa zmieszanego z wodą. Wyjątkowy makijaż służy do ochrony przed słońcem, nawilżenia skóry, leczenia trądziku i po prostu dla ozdoby.

 

 

Rejs po rzece Irawadi typową wolną łódką, która zatrzymuje się średnio co godzinę w małych wioskach jest przygodą samą w sobie. Siedząc na drewnianym deku lichej łajby płyniesz godzinami, a realia birmańskiej codzienności same objawiają się przed twoimi oczyma. Wokoło lokalni pasażerowie obładowani tobołkami, na każdym postoju kobiety, z wielkimi koszami lub tacami na głowach, pełnymi wszelakich potraw już czekają w pełnej gotowości. Podczas gdy ludzie wsiadają i wysiadają, one wpadają jak burza, balansując po wąskiej kładce, aby wyłapać jak najwięcej zgłodniałych klientów. Jest w czym wybierać: smażone samosy, jajka kurze i przepiórcze, zupki w foliowych woreczkach, grillowany kurczak, kolby kukurydzy i stosy ananasów i mango.

 

 

Załadunek nowych i rozładunek przywiezionych towarów, na które już czekają zaprzęgnięte w woły wozy, typowy środek transportu na terenach wielskich.

 

 

70% społeczeństwa żyje z rolnictwa. Ciężka, manualna praca w polu przy użyciu prostych narzędzi to codzienność większości Birmańczyków. Do budowy domów i podwórek używa się naturalnych materiałów, drewna, bambusa, trzciny lub kamienia.

 

Birma to kraj mnichów w szafranowych szatach, błyszczących w słońcu złotych stup, setek roześmianych umazanych Thanaką twarzy, życzliwych i serdecznych ludzi oraz miejsc, które wywrą na Tobie niezapomniane wrażenie.

 

 

Tekst i zdjęcia: Małgorzata Pokutycka


Podziel się




PODOBNE ARTYKUŁY