Walencja od kuchni

Marta Bałaga Monoloco Cafe  Świat na talerzu

W Walencji można robić bardzo wiele rzeczy – zwiedzać zabytki, robić zakupy, degustować lokalne wina. Rozleniwiający upał sprawia, że wszystko wydaje się możliwe. Pod warunkiem, że nie próbuje się zmieniać dania stanowiącego wizytówkę miasta: paelli.

 

„Pochodzę z Brazylii i jako dziecko nie wiedziałem zbyt wiele o Hiszpanii. Wiedziałem jednak, co to paella. A przynajmniej tak mi się wydawało, bo po przeprowadzce do Walencji szybko okazało się, że w paelli obowiązują pewne reguły. I jeśli chcesz tu mieszkać, musisz ich przestrzegać” – oznajmia Igor Oliveira z restauracji Palacio De La Bellota, specjalizującej się właśnie w tej potrawie.

 

Prawdziwa paella valenciana – przygotowywana w specjalnej patelni z dwoma uchwytami, której zawdzięcza nazwę – powinna zawierać w sobie kawałki królika, kurczaka, warzyw i ślimaków. I ani odrobiny kiełbasy chorizo. „Taką jedzą w Walencji tylko turyści” – wyjaśnia Oliveira. „Lokalni mieszkańcy krzywią się też na widok paella marinara – paelli z owocami morza, choć na całym świecie to właśnie ona zdobyła największą popularność. Walencka kuchnia lubi eksperymenty, ale nie w tym konkretnym przypadku.”

 

 

Oprócz ryżu z dodatkiem szafranu, dodawanego właśnie do paelli, w Walencji dostępnych jest wiele innych gatunków, uprawianych w okolicach słynącego z wyjątkowo pięknych zachodów słońca jeziora Albufera – stąd jego obecność w innych tradycyjnych daniach od arroz negro po arroz en costra. Żyzny region obfituje też w warzywa i owoce, dodawane do większości potraw.

 

 

„W Walencji podstawę stanowią zawsze świeże lokalne produkty, zmieniające się z sezonu na sezon. Nikt nie żąda tu truskawek w samym środku zimy” – dodaje Oliviera. Znajduje to swoje odzwierciedlenie także w selekcji tapas, zawdzięczających swoją nazwę wyjątkowo praktycznemu podejściu. „Wiele lat temu w barach zakrywano napoje małym talerzykiem, żeby nie wleciały do nich owady. Potem zaczęto kłaść na nich różne rzeczy: ziemniaki, oliwki. Ten mały talerzyk nazywał się właśnie „tapa”.”  

 

Lokalnych dań można też spróbować w lokalu Vuelve Carolina, gdzie szefem kuchni jest sam Quique Dacosta – Walencjanin z wyboru, nie urodzenia, którego restauracje wielokrotnie nagradzano gwiazdkami Michelina. Nic dziwnego, że choć ich składniki są proste, same potrawy podawane są z fantazją.

 

 

Zwłaszcza latem: z okazji zbliżającego się festiwalu filmowego Cinema Jove, jego kolejną edycję postanowiono uczcić specjalnymi daniami. We Vuelve Carolina, za inspirację posłużyły tak znane tytuły jak oparty na podstawie powieści Roalda Dahla Charlie i fabryka czekolady, Szynka, szynka Bigasa Luny, urodzonego w sąsiedzkiej Barcelonie, lub, co akurat dość łatwo zrozumieć, Jedz i pij, kobieto i mężczyzno Anga Lee.

 

 

Na deser, w którym zwykle przemyca się wpływy kuchni arabskiej, warto natomiast wybrać się do lodziarni Llinares. Pytanie tylko, czy mianem deseru można jeszcze określić lody o smaku kaszanki, łososia albo anchois, bo właśnie w tak niekonwencjonalnych smakach specjalizuje się to wielokrotnie nagradzane miejsce.

 

 

„Wiele lokalnych restauracji zamawia u nas konkretne smaki, wokół których tworzą potem nowe dania” – wyjaśnia Ana Navarro, podając mi lody o smaku… fasolki po bretońsku. „Jeśli możesz z przyjemnością zjeść talerz gazpacho, to czemu nie można podać jej w formie lodów? Nasze lody zawierają dokładnie te same składniki, co zwykłe danie. Potem dodajemy do nich tylko bazę z osolonym mlekiem.” Niektóre wciąż czekają jednak na zwolenników. „Mieliśmy kiedyś lody o smaku tytoniu i marihuany, ale się nie przyjęły” – śmieje się Navarro. „Nasza zasada jest jednak prosta: ze wszystkiego można zrobić lody.” 


Podziel się




PODOBNE ARTYKUŁY

Costa del Sol - piekło czy raj na ziemi?

Costa del Sol - piekło czy raj na ziemi?

Mówisz Costa del Sol, myślisz... 300 słonecznych dni w roku? Piękne wybrzeże Morza Śródziemnego? Andaluzyjski styl życia i bogata kultura? A może betonowa dżungla zamieniająca plaże w wybiegi prz...

Kasia Bewicz Kasia Bewicz
29 stycznia 2014
Kolory Andaluzji

Kolory Andaluzji

Gdy myślimy o Hiszpanii i próbujemy zbudować w pamięci mapę najbardziej oczywistych, najbardziej stereotypowych skojarzeń, to zapewne wśród nich pojawią się takie zjawiska jak: flamenco, korrida, byki, słońce, plaża, mo...

Sonia Bała Sonia Bała
10 grudnia 2013