"Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym" - czyli kolonializm w białych rękawiczkach

Łukasz Zielonka Monoloco Cafe  Książka

Jennie Dielemans, niezależna, szwedzka dziennikarka przemierza najbardziej popularne wśród wczasowiczów zakątki naszego globu: Wyspy Kanaryjskie, Dominikanę, Tajlandię, Wietnam oraz Meksyk. Tam też rozmawia z gośćmi, z pracownikami hoteli, z lokalną społecznością. Opisuje wszechobecną korupcję, wpływ masowej turystyki na środowisko, a w końcu portretuje mieszkańców tych 'rajskich zakątków'.

Jest to bez dwóch zdań konfrontacja dwóch światów. Świata widzianego oczami turysty oraz tego zatuszowanego, egzystującego gdzieś w cieniu potężnej machinerii kapitalizmu.

 

Swoim wyrafinowanym wzrokiem przygląda się i zgłębia procesy zachodzące w turystyce masowej. Swój reportaż skupia również na przedstawieniu historii tej branży, prowadząc nas krok po kroku przez jej ewolucję. Od ojca turystyki nowoczesnej, Thomasa Cooka, który zorganizował pierwszy pracowniczy wyjazd w roku 1841, po dzień dzisiejszy, gdzie dochody z turystyki liczy się w miliardach dolarów.

 

Najbardziej uderzający jest fakt, że większość pieniędzy wydanych na tzw. wakacje 'all inclusive' wraca do kraju, z którego one przyszły. Turysta wykupujący taki właśnie pakiet, rzadko (albo wcale) korzysta z lokalnych restauracji, barów, nie robi zakupów w miejscowych sklepach. Hotele są w pełni wyposażone, oferując bogaty wachlarz usług, toteż wypad poza teren resortu jest zbędny.

 

Szwedka pisze: “Fantazje, jakie snujemy o świecie, i tęsknota za tym, co nietknięte, zrodziły największy przemysł świata. To przemysł, który opakowuje się i reklamuje i sprzedaje nasze marzenia”. Pytanie tylko, jak długo coś pozostanie nietknięte, niepowtarzalne i unikalne?

 

W swojej książce Dielemans subtelnie otwiera tak pięknie i barwnie opakowany produkt jakim są wakacje - szczególnie te 'all inclusive'. Zdziera jego cukierkową powierzchnię i serwuje nam jego zawartość, która smakuje gorzko i jest ciężkostrawna. Po mistrzowsku odsłania kulisy korupcji i wewnętrznych mechanizmów składających się na przemysł turystyczny, od parszywych praktyk biur podróży po złożone niuanse działań linii lotniczych.

 

Przede wszystkim jednak autorka wskazuje nam, kto tak naprawdę płaci cenę [albo płaci za nasze wakacje...albo płaci cenę (czegoś)] za nasze wakacje, czasami tą najwyższą. Zwraca uwagę na niszczącą siłę rosnących jeden po drugim 5-cio gwiazdkowych hoteli, które w sposób inwazyjny odbierają miejscowej ludności dostęp do plaż. Stają się oni obcy we własnym domu, gapiami a zarazem ofiarami tej wielkiej maszyny.

 

Przemysł turystyczny kwitnie w imię chciwości i niewyobrażalnych zysków. Autorka słusznie wysuwa (hipo)tezę, że jesteśmy świadkami trwającej wciąż kolonizacji - oczywiście nie zdając sobie z tego sprawy. Z powodu własnej niewiedzy, być może lenistwa, wybieramy się w podróż, która gdyby nie opalenizna i pieczątka w paszporcie byłaby podróżą do nikąd.

 


Podziel się




PODOBNE ARTYKUŁY