Barbarzyńca w Kraju Wikingów

Remigiusz Kopiej Podróże 

Kiedy odwiedzamy jakieś miejsce po raz pierwszy, zwłaszcza jeśli jest ono zupełnie inne od tego co znamy, zachowujemy się często niczym barbarzyńcy. Nie znamy reguł, zwyczajów i norm zachowań obowiązujących w danym kraju. Ja także byłem takim barbarzyńcą, kiedy pierwszy dotknąłem stopą norweskiej ziemi.

 

Pamiętam, że początkowo traktowałem wizytę w Norwegii jako typowy wyjazd „na ryby”. Wędkarstwo jest moją największą pasją, którą od kilku lat łączę z prowadzeniem sklepu Corona Fishing. Jednak z biegiem czasu coraz bardziej fascynowała mnie sama Norwegia – jej historia, kultura i mieszkańcy. Chciałbym podzielić się z Wami swoim doświadczeniem i spostrzeżeniami na temat Norwegii, choćby po to by pokazać, że nawet kraj położony stosunkowo blisko, może być odległy kulturowo o całe lata świetlne.

 

 

Kodeks Wikinga

Niezwykle zaskakujące podczas pierwszej wizyty było dla mnie to, jak Norwegowie odnoszą się do własności prywatnej i wspólnej. Nie chodzi tu jednak o jakieś przepisy i zakazy – jest to raczej jakaś cecha tamtejszej mentalności. Ma to spore znaczenie dla wszystkich podróżujących przez Norwegię na własną rękę. Jeśli szukając miejsca na rozbicie namiotu trafimy na teren oznaczony jako private, nie rezygnujmy od razu. Jeśli zapytamy o pozwolenie właściciela gruntu, którego najczęściej znajdziemy w pobliskim budynku, jest ogromna szansa na to, że będziemy mogli z niego skorzystać. Dotyczy to zwłaszcza terenów położonych blisko dziczy. Oczywiście namiot rozbijamy w odpowiedniej odległości od budynków mieszkalnych, a miejsce w którym biwakujemy zostawiamy w takim stanie, w jakim je zastaliśmy.

 

Jeśli natomiast spotkamy tabliczkę z napisem no camping, pozostaje nam szukać dalej. I jeszcze jedna ważna sprawa – być może dla niektórych oczywista. Źle widziane jest rozbijanie się z namiotem czy spanie w samochodzie w pobliżu schronisk, noclegowni, moteli itd.

 

Ze sprawą własności prywatnej wiąże się kolejny ciekawy aspekt życia społecznego w Norwegii (poza dużymi miastami). Otóż opiera się ono w dużej mierze na zaufaniu, lub jak kto woli, na wysokiej kulturze osobistej mieszkańców. Widok rzeczy i sprzętu pozostawionego bez nadzoru nie jest czymś rzadkim ani dziwnym. Z ciekawym wcieleniem takiego podejścia możemy spotkać się wędrując przez malutkie osady i wioseczki. Często zauważymy wtedy kramy z towarem (jaja, mleko) wystawione przed chatami. Zaskoczyć nas może fakt, że w pobliżu nie spotkamy właściciela takiego stoiska. Oczywiste jest bowiem, że jeśli chcemy kupić jakiś towar, zostawimy w zamian na stole odpowiednią kwotę.

 

 

Dumę Norwegów ze swojego kraju widać na każdym kroku. Niestety przejawia się ona też tym, że za rdzennie norweskie produkty przyjdzie nam słono zapłacić. Tu kilka słów o tamtejszych cenach, które w Polsce owiane są już niemal legendą. Rzeczywiście, wszystkie produkty „regionalne” i dobra luksusowe (np. lody, alkohol, papierosy) osiągają horrendalne ceny. Natomiast ze zwykłym jedzeniem nie jest aż tak źle – produkty „z najniższej półki” oferowane w dyskontach kosztują mniej więcej tyle samo, co w Polsce. Jeśli natomiast chcielibyście spróbować, jak smakuje Norwegia, to polecam rozejrzeć się za moroszką. Trzeba mieć trochę szczęścia, by znaleźć ją rosnącą dziko, ale nagroda warta jest poszukiwań.

 

Wyprawa do Asgardu

Norwegia to raj dla wielbicieli pieszych wędrówek. Wspaniałe szlaki, ciągnące się przez dziesiątki kilometrów nie należą do najłatwiejszych, i mogą być wyzwaniem nawet dla wytrawnych podróżników. Od razu rzuca się też w oczy, że nawet w swoich najdzikszych odcinkach są one niezwykle zadbane. Nie zdziwmy się zatem, jeśli szlak zaprowadzi nas na odludne bagno, przez które prowadzą schludne, specjalnie przygotowane kładeczki. Każdy szlak jest też porządnie oznaczony – w górach kopczykami kamieni lub na drzewach, w terenach bagnistych kijkami. Norwegowie uważają dziką naturę za ogromny skarb, i nie są to tylko czcze słowa. Swobodny dostęp do niej jest uznawany  za prawo każdego człowieka, ale widać przy tym ogromną troskę o zachowanie środowiska naturalnego w jak najlepszym stanie.

 

 

Poruszając się po odludnych terenach Norwegii powinniśmy pamiętać o dwóch rzeczach. Po pierwsze – dzikie zwierzęta. Jest mała szansa, ze spotkamy je „twarzą w twarz”, gdyż tamtejsza zwierzyna bardzo stroni od ludzi. Może się jednak zdarzyć, że niespodziewanie wyjdziemy z krzaków prosto w stado śpiących łosi (dzięki zachowaniu zimnej krwi obeszło się bez większych obrażeń). Druga sprawa to to, jak zachowujemy się w dziczy. Oczywiście nie śmiecimy, nie rozpalamy ognisk w niedozwolonych miejscach, i co najważniejsze, nie ścinamy drzew. Dotyczy to zarówno lasów, terenów prywatnych jak i okolic pól namiotowych. Często w miejscach przeznaczonych na biwakowanie znajdziemy już przygotowane i pocięte drewno na ognisko. Jeśli jednak tak się nie stanie, musimy zadowolić się zbieraniem suchych gałęzi itp. z podłoża.

 

 

Jeśli podczas  naszej wędrówki napotkamy na samotny budynek nieopodal szlaku, będzie to na pewno hytta. Pełnią one funkcję schroniska, przeznaczonego dla zagubionych czy też szukających osłony przed deszczem podróżnych. Znajdziemy tam skromne, podstawowe wyposażenie – łóżko i suche drewno. Czasem zdarzy się znaleźć w środku zapasy jedzenia lub nawet butelkę dobrego alkoholu. Możemy swobodnie korzystać z dobrodziejstw hytty, jednak zwyczaj nakazuje, żeby uzupełnić to, co zużyliśmy, i zostawić coś od siebie dla następnego gościa.

 

 

Hytty są dla mnie symbolem podejścia Norwegów do swojego kraju – przejawia się w nich gościnność, zaufanie do drugiego człowieka i troska o dobro wspólne. Ten, kto zrozumie ich funkcjonowanie, może przestać uważać się za barbarzyńcę.

 


Podziel się




PODOBNE ARTYKUŁY

Oslo na każdą kieszeń

Oslo na każdą kieszeń

Kolejny raz najpopularniejsi tani przewoźnicy prześcigają się przy wrzucaniu nowych promocji. Kto ma odrobinę refleksu i szczęścia, jest w stanie zdobyć bilet do różnych europejskich krajów w rewelacyjnej cenie. Na...

Paulina Paca Paulina Paca
7 listopada 2013
miasta świata