Dźwięki w podróży

Dorota Mularz Podróże 

Kiedyś, siedząc w kawiarni marokańskiego miasteczka Tineghir i obserwując nowo przybyłą grupę turystów zaczęłam zastanawiać się, ile w ciągu jednej sekundy, na całym świecie powstaje zdjęć. Od tej pory ta myśl towarzyszyła mi w prawie każdym miejscu, jakie odwiedzałam, gdzie tylko pojawiali się turyści z aparatami fotograficznymi. Czasem mam wrażenie, że dziś w podróżowaniu chodzi tylko o to, by przywieźć jak najlepsze zdjęcie, a świat wokół częściej oglądamy przez obiektyw aparatu, niż naszym "gołym" okiem. Oczywiście, też robię zdjęcia i też zależy mi, żeby były dobre. Ale od pewnego czasu przywożę z podróży coś jeszcze. Przywożę dźwięki.

To był bazar w Fatih, jednej z dzielnic Stambulu, gdzie trafiłam włócząc się po uliczkach. Mimo, że nie było tam turystów, panował niesamowity zgiełk, sprzedawcy wychwalali towary na całe gardło lub nawoływali do swojego stoiska jednostajnym "Gel! Gel! Gel!, kupujący gorliwie się targowali, kury gdakały, a ktoś przejeżdżał wąską uliczką na motorze z nową dostawą towaru, alarmując tarasujących mu drogę klaksonem. Początkowo, zaatakowana harmidrem, chciałam uciekać. W odruchu obronnym w głowie wyłączyłam fonię bazaru, ale po chwili dotarło do mnie, jak wielką krzywdę wyrządziłam w ten sposób temu miejscu. Bez krzyku sprzedawców, uderzeń tasaków, gdaczących kur i calego natłoku innych dźwięków z bazaru zostałby tylko kolorowy obrazek, może i ciekawy, ale pozbawiony tej dynamiki, która porywa i nieco obezwładnia. Wyciągnełam telefon i przeciskając się przez tłum nagrałam na dyktafon bazarowy koncert.

 

Zdjęcia są nieme, a świat zbudowany jest z dzwięków. Im dalej na Wschód, tym bardziej staje się to dla mnie oczywiste. Do tego stopnia, że kiedyś w idiotycznej rozmowie ze znajomymi na zasadzie 'wolałbyś stracić rękę czy nogę', wyznałam, że ja zdecydowanie wolałabym nie widzieć, niż stracić słuch. Dlatego nagrywam dźwięki miejsc. Zawsze, gdy za którymś miejscem zatęsknie, mogę zamknąć oczy i wsłuchując w odgłosy ulic, poczuć że na chwilę tam jestem. Jasne, że dużo łatwiej przykuć uwagę "oka", ale ja proponuję również coś dla ucha. Oto świat 'słyszany moimi uszami'.

 

 

Koniec stycznia, centrum Bukaresztu. Przejście podziemne pod centralnym placem. Młoda, ubrana na czarno, dziewczyna gra na skrzypcach.

 

 

Bukareszt

 

 

Tibilisi, lutowy wieczór. Stacja metra, tłum ludzi śpieszących się do nadjeżdżającego pociągu, a wśród nich my, którzy kilka minut temu przyjechaliśmy tutaj stopem. A przywitał nas John Lennon.

 

 

Tibilisi

 

 

Najwyższy punkt Teheranu, Milad Tower. Wokół migają światła kilkunastomilionowego miasta, a wewnątrz artyści prezentują tradycyjną sztukę. Mimo, że jest dość gwarno, kiedy ta kobieta zaczyna grać na cymbałach, wszyscy cichną.

 

 

Teheran

 

 

Jaisalmer, pustynne miasto w zachodniej części Indii, w nim bardzo stary fort, a w forcie świątynia hinduistyczna. Nie pamiętam, któremu z bogów była poświęcona, nie rozumiem słów tej modlitwy. Pamiętam tylko tłum autentycznie radosnych ludzi, i że nie mogłam odejść, nie wysłuchując ich śpiewu do końca.

 

 

Jaisalmer

 

 

Dom starców przy świątyni Paśupatinath w Katmandu, najświętszym miejscu kultu Śiwy w całym Nepalu. Tuż obok, nad rzeką Bagmati odbywają się ceremonie palenia zwłok. Tutaj, w cieniu grubych murów staruszkowie, przygrywając na kilku wysłużonych już mocno  instrumentach, cicho sobie nucą, z dala od zgiełku, szlochów i unoszącego się w powietrzu dymu.

 

 

Katmandu

 

 

Dharamsala, miasteczko wysoko w górach północnych Indii, u podnóży Himalajów, gdzie osiedlił się Dalajlama po ucieczce z Tybetu. Jego Świątobliwości nie zastaliśmy, ale nie zabrakło innych mnichów buddyjskich, których mieszka tam kilkanascie tysięcy.

 

 

Dharamsala

 

 

Rangoon, klasztor buddyjski na peryferiach miasta, w którym zostaliśmy ugoszczeni na kilka dni. Przy klasztorze szkoła dla nowicjuszy, setki małych mnichów śpiewnym chórem odpowiadają na pytania pani nauczycielki. I ja podsłuchująca pod oknem z dyktafonem w ręku.

 

Rangoon

 

 

Na kilka dni przed rozpoczęciem Ramadanu, miesiąca postu, tłoczna ulica w centrum Bukketinggi na Sumatrze i muezzin wzywający do modlitwy. Czy to możliwe, że to kobiecy głos?

 

 

Bukketinngi

 

 

W mglistym Pekinie, na placu między Wieżą Bębnów i Wieżą Dzwonów sprzedawca kaligrafii chińskiej przygrywa sobie z nudów na fujarce. Przechodzień, również Chińczyk w podeszłym wielku, nie może się powstrzymać, żeby nie zaśpiewać do jego melodii.

 

 

Pekin


Podziel się




PODOBNE ARTYKUŁY

Jak NIE robić filmu z podróży?

Jak NIE robić filmu z podróży?

Ciotka wróciła z wakacji w Paryżu i zgłosiła się do mnie z kamerą: - Marcinku zrób mi filmik, proszę, z tego co nagrałam. - Dobrze ciociu. Gdy zgrałem materiał na dysk i zacząłem się bawić w montowanie, b...

LiveALife LiveALife
10 lipca 2013
Porady