Broniłam się przed Indonezją, zupełnie niepotrzebnie

Oliwia Papatanasis Podróże 

W głowie powoli kiełkował pomysł na kolejny wyjazd. Azja. Co do tego nie miałam wątpliwości - mam słabość do tych stron, ludzi, architektury i oczywiście jedzenia. Gdy zastanawiałam się który kraj wybrać tym razem regularnie czytałam lub słuchałam o tym, że koniecznie powinnam odwiedzić Indonezję. Jakoś mnie to szczególnie nie przekonywało i długo odkładałam temat na bok.

Może dlatego, że nie byłam pewna czy będę się dobrze czuła w muzułmańskim kraju, a chciałam spokojnych i całkiem luźnych, wyjazdowych dni. Aż w końcu któregoś dnia zaczęłam się przyglądać temu wielkiemu krajowi. Już na samym początku trafiłam na ulubione hasło - wulkany. Gdy zobaczyłam, że na Jawie mieści się siarkowy potwór, którego podziwiałam kiedyś w telewizji omal zaniemówiłam z wrażenia, że mogę się tam dostać bez większych problemów. Później poszło już gładko. Znalezienie kolejnych atrakcji nie stanowiło problemu, większym okazało się ograniczenie ilości miejsc do czasu jakim dysponowaliśmy.

Prawdą jest, że w Indonezji nie zawsze da się poruszać szybko - barierą są słabe drogi lub ogromne odległości. Rozsypanie terenów kraju po wielu wyspach także nie ułatwia jego zwiedzania, nie wszędzie są lotniska, a wzburzone morze rządzi się własnymi prawami i narzuca nam moment na pokonanie wybranej trasy. Trzeba więc było się skupić na maksymalnie dwóch, trzech wyspach i tak też zrobiliśmy. Padło na wschodnią Jawę, Bali i Lombok.

Chyba jedyne, co odradzają niemal wszyscy to odwiedzenie Dżakarty. Zresztą, gdy okazało się, że są bezpośrednie loty z Singapuru do Yoyakarty koło której stoją piękne Prambanan i Borobudur wiedziałam, że tam powinniśmy zacząć swoją indonezyjską przygodę. Samo miasto mnie nie urzekło, niewysoko zabudowane, za to bardzo rozłożyste. Ludzie mili, ciekawi europejczyków, tolerancyjni. A świątynie będę wspominać długo i bardzo dobrze, bo prawdą jest, że niesamowitego uroku dodają im wschody i zachody słońca. 


 



Prambanan

Największy na świecie hinduistyczny kompleks świątynny zbudowany w IX wieku naszej ery, który został wpisany w 1991 roku na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Niedługo po wybudowaniu opuszczony, najprawdopodobniej z powodu wybuchu wulkanu Merapi i zniszczeń, które powstały podczas erupcji. Przez setki lat zapomniany i ukryty w dżungli został odnaleziony przez Brytyjczyków. Kompleks pierwotnie składał się z około 240 świątyń, z których większość leży w gruzach. Największa świątynia ma 47 metrów wysokości. Od połowy XX wieku Prambanan jest odbudowywane i restaurowane. W 2006 roku znów ucierpiał z powodu trzęsienia ziemi. Uważam za niesprawiedliwe komentarze o tym, że zwiedzanie tej świątyni to strata czasu. Ja osobiście żałuję, że nie odwiedziłam jej o wschodzie słońca.


 



Borobudur

Nazywana świątynią-wzgórzem jest jednym z największych obiektów kultu buddyzmu na świecie. Świątynia powstała ok. 800 roku naszej ery, nie posiada pomieszczeń wewnętrznych, przeznaczona jest do pielgrzymki, na trasie której można podziwiać sceny z życia Buddy.  W XI wieku świątynia straciła na znaczeniu, została odkryta w 1814 roku przez brytyjskiego oficera. Rozpoczęto prace konserwatorskie oraz kompleksową odbudowę prowadzoną już przez Holendrów na początku XX wieku. W 1991 roku Borobudur wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO. W pierwszej chwili zrobił na mnie o wiele mniejsze wrażenie niż Prambanan, muszę jednak przyznać, że po dłuższym pobycie w tym miejscu poczułam jego magię, a zachód słońca podziwiany ze szczytu świątyni skradł moje serce. Zapomina się o pozostałych, nielicznych już, osobach które zostały podziwiać ten widok i relaksuje w ostatnich promieniach słońca.


 



Bromo

Jeden z najpopularniejszych wulkanów Indonezji wysoki na 2329 metrów i mający 700 metrów średnicy. Leży wewnątrz kaldery Tengger o średnicy 16 kilometrów, której wiek jest szacowany na 820.000 lat. Bromo jest najmłodszym i najaktywniejszym z pięciu wulkanów, które położone są w jej wnętrzu, wznosi się na wysokość 133 metrów. Jest tłumnie odwiedzany przez turystów, a także przez balijczyków, dla których jest jedną z trzech świętych gór. Muszę przyznać, że nie zrobił on na mnie wielkiego wrażenia, być może dlatego, że nie udało nam się zobaczyć panoramy o poranku z nim w roli głównej. Jednak zajrzenie do jego wnętrza było świetnym przeżyciem, mój pierwszy krater buchający parą. Ostatnia erupcja Bromo miała miejsce w 2004 roku.

 



Kawah Ijen

Ijen to kompleks czynnych stratowulkanów we wschodniej części Jawy. Kaldera ma około 20 km średnicy, wysokość 2799 m n.p.m. Kawah Ijen posiada największe na świecie, kwaśne jezioro wulkaniczne o średnicy 1 km, woda w nim ma pH poniżej 0.3. Wewnątrz krateru znajdują się także źródła termalne oraz fumarole o temperaturze 170-245 °C. Ceramiczne rury umieszczone w pobliżu jeziora odprowadzają wulkaniczny, siarkowy gaz, który po schłodzeniu staje się czerwoną cieczą, a następnie tężeje zmieniając się w żółte bloki niemal czystej siarki. Ostatnia erupcja nastąpiła w 2002 roku. Kawah Ijen oprócz cudu natury to także miejsce ciężkiej i zabójczej pracy indonezyjskich górników. Podobno średnia długość ich życia to 40 lat. Kosze ważą od 60 do 90 kilogramów. Za kilogram siarki otrzymują 800 rupii. Często w ogóle nie zabezpieczają się przed trującym dymem. W tym kontekście nazwa potwór niestety bardzo do niego pasuje, mimo, że to piękna kreatura.


 


 


 


 


 



Wyspa Bali

Bali owiana jest cudowną otoczką egzotycznych wakacji i relaksacyjnego klimatu wśród zieleni. Wielu turystów docierając na miejsce czuje się bardzo zawiedziona. Wielokrotnie trafiałam na niepochlebne opisy tego miejsca. Myślę jednak, że Bali to naprawdę duża wyspa i można znaleźć na niej nadal wiele autentycznych miejsc poruszając się trochę dalej od słynnej Kuty. Mi osobiście nawet nie przeszkadzała popularność Ubud, które okazało się być mimo wszystko spokojnym i klimatycznym miejscem, a hotelik ukryty w małej uliczce blisko centrum dawał nam miłe schronienie przed tłumem. Nigdzie też tak miło mi się nie targowało. W zależności od potrzeb każdy znajdzie na Bali coś dla siebie: imprezy w Kucie, kulturę i sztukę w Ubud, nurkowanie i snorkeling koło Amed czy w okolicach Loviny, gdzie zobaczymy też wolno żyjące delfiny i różowe wschody słońca, a w centralnej części wyspy czeka na nas rafting, canyoning oraz trekking na Gunung Agung. My jednak zdecydowaliśmy się na zdobycie Gunung Rinjani po kilkudniowym wypoczynku na słynnych Gilis. 
 


 





Rinjani to czynny wulkan na pobliskiej wyspie Lombok, zaliczający się do stratowulkanów. Pierwszy zanotowany wybuch miał miejsce w 1847 roku, a ostatni 2004 roku. wybuch datowany na 1257 rok n.e., podejrzewa się o  spowodowanie krótkotrwałego globalnego ochłodzenia. Rinjani ma 3726 m n.p.m, posiada owalny krater o wymiarach 6 km na 8,5 km, a w zachodniej części krateru jezioro Segara Anak (dziecko morza) o maksymalnej głębokości 200 metrów, w którym powoli wyrasta nowy stożek zwany Gunung Baru. Niedaleko jeziora znajdują się gorące źródła siarkowe – Aik Kalak. Najpopularniejszą atrakcją jest 3 dniowy trekking pozwalający na rozsądne dla przeciętnego turysty wejście na szczyt. Sama droga nie należy do najłatwiejszych, lecz widoki o wschodzie i zachodzie słońca są niesamowite.


Zapraszam do przeczytania o każdym z tych miejsc z osobna na moim blogu.

 

 

O autorze:

Lubi przygody i miejsca, o których najpierw dużo czyta i zapala się do podróży, a następnie kombinuje jak tam dotrzeć. Z chęcią próbuje czegoś nowego, więc od niedawna nurkuje i ma jeszcze kilka fajnych pomysłów na spędzanie czasu, które zamierza wprowadzić w życie. Uwielbia sztuki walki.

Pewnego dnia dostała do ręki aparat i odważyła się dokumentować otaczające ją podczas podróży widoki, co okazało się być fascynującym i dającym dużo satysfakcji zajęciem. Postanowiła rozwijać swój warsztat i pokazywać na blogu miejsca, które odwiedza. Dokładnie tak jak ona je widzi, pamięta, wspomina. 

http://the-ollie.com


Podziel się




PODOBNE ARTYKUŁY

Ubud, centrum kulturalne Bali

Ubud, centrum kulturalne Bali

Zaledwie dobę temu wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że mój pobyt w tym mieście może zostać drastycznie ograniczony. Tymczasem przede mną całe cztery dni – przecież dzień dopiero się zaczyna. Do...

Mariola Wójtowicz Mariola Wójtowicz
28 sierpnia 2014
Kiedy pada deszcz...

Kiedy pada deszcz...

Co najbardziej ujmuje w Indonezji? Dla mnie nie były to piaszczyste plaże, ekskluzywne kurorty czy piękna pogoda. Moje serce podbili mieszkańcy tej części globu, którzy swoim pozytywnym podejściem do życia tak bardz...

Magdalena Błaszczyk Magdalena Błaszczyk
3 kwietnia 2013
Nusa Lembongan - fotka z raju

Nusa Lembongan - fotka z raju

Do dziś pamiętam swoje rozczarowanie, gdy stanęłam na pierwszej indonezyjskiej plaży. Nie ma się co dziwić, to była pełna śmieci i pijanych Australijczyków plaża w Kucie. Na Bali udało mi się odkryć mnóstwo...

Aleksandra Świstow Aleksandra Świstow
30 sierpnia 2012