"Należy wierzyć w innego człowieka" - wywiad z Piotrem Kuryło

Joanna Składanek Podróże  Wywiad

Maratończyk, podróżnik, dobra dusza. W sierpniu 2010 roku rozpoczął swój ostatni maraton i jako pierwszy człowiek obiegł kulę ziemską dookoła, pokonując w 365 dni ponad 20 tysięcy kilometrów. Jego samotny "Bieg dla pokoju" został nagrodzony Kolosem w kategorii Wyczyn roku. Piotr Kuryło podczas krótkiej rozmowy opowie nam o "Ostatnim maratonie", kryzysach na drodze i planach na przyszłość.

Z archiwum Piotra Kuryło

 

Bieg dookoła świata to nie lada osiągnięcie nawet dla zawodowego maratończyka. Skąd decyzja o takim właśnie zakończeniu kariery?

Nie była łatwa, jednak kilka sytuacji skutecznie umożliwiło mi podjęcie ostatecznej decyzji. Najważniejszą sprawą była fatalna sytuacja materialna mojej rodziny, spowodowana moim fanatycznym, częstym braniem udziału w różnych maratonach. Drugą dosyć istotną sprawą było wszczęcie postępowania wyjaśniającego incydent, który miał miejsce w Atenach w 2009 roku przez Polski Związek Lekkiej Atletyki. W tej sprawie wystarczyło, że wysłałem oświadczenie o zakończeniu mojej kariery w reprezentacji kraju w biegach 24h. Na dzień przed startem w Spartahlonie (246km) spotkałem się z grupą polskich zawodników, która przyleciała samolotem na bieg. Podczes wspólnej pogawędki jeden z nich powiedział do mnie "Dzwoniła do mnie twoja żona i powiedziała: nie chcę już sprintera, wolę długodystansowca". Wiedziałem od razu, że to celowa prowokacja, mimo to honor o dobre imię żony zwyciężył i człowiek oberwał. 

 

Czyli spokojne odejście na „emeryturę” po prostu nie wchodziło w grę?

Jasne, że musiałem czymś wielkim zakończyć swoje bieganie. 

 

Biegł Pan przez Europę, Stany Zjednoczone, następnie Kazachstan, Rosję, Łotwę i Litwę. Czy wybór trasy był przypadkowy, czy też starannie zaplanowany?

Trasa powstała spontanicznie na globusie i została kilka razy zmieniona podczas biegu, co dosyć często zawiązane było z warunkami pogodowymi. Pierwsza większa zmiana nastąpiła w Stanach Zjednoczonych, gdzie aby uniknąć zimy biegłem południem kraju. Później w Rosji pobiegłem do Kazachstanu inną drogą, dzięki czemu udało mi się nadrobić stracony czas.

 

Czego nauczył Pana ten „maraton”?

Przede wszystkim pokory przed siłami przyrody oraz tego, że warto być dobrym. Podczas tego roku naprawdę bardzo wielu ludzi mi pomogło. 

 

Mierząc się z takim wyzwaniem na pewno spodziewał się Pan kryzysów. Kiedy nastąpił ten największy, najtrudniejszy do pokonania?

Największym kryzysem okazała się samotność i tęsknota za rodziną, odczuwana najbardziej na pustkowiach Arizony i później w syberyjskiej tajdze. 

 

Z archiwum Piotra Kuryło

 

Jednak udało się je przezwyciężyć. Co spowodowało, że zdobył Pan tak cenny zastrzyk energii?

Myślę, że czułem, iż jestem coś winien tym wszystkim, którzy mi pomogli i uwierzyli, że mój bieg ma sens.

 

Właśnie. Mimo tego, że ideą tej wyprawy był oczywiście sam bieg, miał Pan wiele okazji do obcowania z ludźmi.  Czy ktoś szczególnie zapadł Panu w pamięci?

W tym biegu poznałem bardzo wielu ludzi i chcę powiedzieć, że zawsze będę o nich pamiętał i wszyscy są mi równie drodzy. Najlepiej wspominam pobyt wśród Polonii amerykańskiej oraz ciepłe przyjęcie przez ludzi na Syberii w Rosji.

 

Zdecydował się Pan, że będzie to „bieg dla pokoju”. Skąd taka decyzja? Nie można było po prostu... pobiec?

Uważam, że tak wielkiego wysiłku nie powinno się podejmować tylko dla jakiegoś rekordu, czy własnej satysfakcji. Uznałem, że intencja Pokoju będzie najwłaściwsza.

 

Skupmy się więc na moment na samej idei. Jak Pan sądzi, dlaczego ludzie wciąż o coś walczą?

Uważam, że dlatego, bo z natury człowiek jest zdobywcą i nad zdrowym rozsądkiem zwycięża wola posiadania.

 

Czy można temu zapobiec?

Moim zdaniem należałoby zacząć od samego siebie postanawiając, że zacznę więcej dawać niż brać i wtedy może ludzie w końcu zrozumieją, że są braćmi.

 

Z archiwum Piotra Kuryło

 

Kilkukrotnie na drodze zabrakło Panu wiary w ludzi, a w gruncie rzeczy największym wyzwaniem i jednocześnie zagrożeniem okazała się sama natura. Czy biegnąc w imię pokoju wiara w drugiego człowieka nie powinna być największym i najcenniejszym bodźcem, który utwierdzałby w przekonaniu o słuszności sprawy?

To prawda. Należy wierzyć w innego człowieka i nawet w tego, który teraz zachowuje się niewłaściwie, bo kiedyś może on się zmienić i stać wartościowym człowiekiem. Tak jak było ze mną.

 

Czy teraz, po upływie czasu, uważa Pan, że „ostatni maraton” coś zmienił w tym temacie? Czy osiągnął Pan zamierzony cel?

Myślę, że niewiele zdziałał ten mój bieg, ponieważ był za mało nagłośniony w mediach. Mam nadzieję, że teraz, kiedy powstała książka opisująca cały ten trud i zawierająca wiele przemyśleń, ludzie czytając "Ostatni Maraton" zastanowią się nad Pokojem na Świecie i nad tym, czy potrafią stać się jeszcze lepsi dla innych.

 

„Ostatni posiłek w ciągu dnia zwykle konsumowałem dopiero przed samym snem. Organizm pracował wtedy w nocy nad strawieniem tego, co zjadłem, a tym samym było mi cieplej. Dzięki czemu zmniejszało się ryzyko zamarznięcia.” Chętni do podjęcia się takiego wyzwania znajdą w „Ostatnim maratonie” wiele cennych rad. Czy jest jednak coś, co chciałby Pan teraz dodać?

Dodam, że należy rozważyć, czy chęć dokonania czegoś podobnego nie wiąże się z ryzykiem utraty zdrowia lub życia. Ponieważ to, że wróciłem cały i zdrów z biegu, gdzie nie byłem asekurowny przez żaden pojazd, z całą powaga uznaję za cud.

 

Z archiwum Piotra Kuryło

 

Ogromną część biegu pochłaniały modlitwy. Czy częsty kontakt z Bogiem okazał się pomocny?

Modliłem się, aby po prostu nie zwariować. 

 

Kilka lat temu pobiegł Pan do Watykanu, gdzie przy grobie papieża modlił się o opamiętanie – aby ludzie przestali gonić za pieniędzmi, zatrzymali się i przypomnieli sobie o swoich bliskich. A potem, dwa lata później, wybiegł Pan z domu na rok. Co na to Pańska rodzina? 

Przez jakieś ostatnie 8 lat ciągle byłem na wyjazdach i treningach, także rodzina była już na to uodporniona. 

 

Czy „ostatni maraton” rzeczywiście był tym ostatnim?

Tak biegnącego już nikt mnie nie zobaczy. 

 

Gdyby jednak nadarzyła się okazja. Pobiegłby Pan jeszcze raz?

Nie pobiegłbym, bo byłoby to zbyt niebezpieczne.

 

W takim razie, co będzie dalej? Krążą plotki, że wskoczy Pan do kajaku...

Tak, rzeczywiście - kajak to fakt. Po roku normalności czas na mały wyskok, dlatego 7 października o godzinie 12 w południe wyruszę kajakiem spod Kapitanatu Morskiego przy ujściu Wisły na południe w kierunku źródła. Płynąć tym razem będę w intencji osób niepełnosprawnych, z hasłem na kajaku wymyślonym przez kolegę Adama Szulewskiego, który jeżdzi na wózku inwalidzkim. Powiedział mi, że oni co dzień walczą z różnymi przeszkodami, dlatego odpowiednie będzie: ZAWSZE POD PRĄD.

 

Z archiwum Piotra Kuryło

 

Przy okazji chciałbym zaprosić wszystkich miłośników kajakarstwa do wspólnej akcji. DOŁĄCZCIE do mnie gdzie kto moze, żebym znów nie był sam. 

 

Monoloco.pl jest oficjalnym patronem medialnym debiutanckiej książki Piotra Kuryły, "Ostatni maraton".

Oficjalna strona Piotra Kuryły: http://piotrkurylo.com/


Podziel się




PODOBNE ARTYKUŁY

"Ostatni maraton" Piotr Kuryło

"Ostatni maraton" Piotr Kuryło

Co się dzieje, gdy po niemal 10 latach bardzo intensywnego biegania podejmuje się decyzję o tym, by powrócić na łono rodziny w pełnym wymiarze i już nigdy nie wybiec w trasę? Pewnie możliwości jest co najm...

Joanna Frukacz Joanna Frukacz
17 września 2012
Książka
Jak znaleźć sponsora na wyprawę?

Jak znaleźć sponsora na wyprawę?

Już 250 lat temu Szwajcar, Horacy-Benedykt de Saussure, wyznaczył nagrodę pieniężną dla pierwszego któremu uda się wejść na wierzchołek Mont Blanc. Nagroda została odebrana ponad ćwierć wieku później. W ...

Łukasz Supergan Łukasz Supergan
22 marca 2012
Porady