O tym jak nie dać się okraść, oszukać i okpić w podróży

Maria Sobol Podróże  Porady

Podróżnik jest ulubionym celem dla rozmaitych złodziei, oszustów i hochsztaplerów. Dlaczego? Najczęściej nie zna dobrze języka, topografii ani lokalnych zwyczajów, często bywa rozkojarzony - tyle przecież fascynujących rzeczy wokół rozprasza uwagę. Chce się zrelaksować i cieszyć chwilą w wymarzonej podróży. Do tego często dochodzi zmęczenie, bywa, że i wpływ alkoholu. Poza tym wyróżnia się swoim wyglądem i przyciąga spojrzenia z odległości kilometra. Często dźwiga plecak a w nim cały swój dobytek, co oczywiście krępuje swobodę ruchów, utrudnia obronę lub ucieczkę. Jest zatem idealną ofiarą wszelkiego rodzaju przekrętów.

O tym jak nie dać się okraść, oszukać i okpić w podróży

Fot. Roger Price

 

Warto mieć świadomość, że popularne wśród turystów miejsca przyciągają też mnóstwo osób, które chcą na turystyce zarabiać i to bynajmniej nie uczciwie. Istnieje cała gama oszustw, których ofiarą padają naiwni i nie zaznajomieni z realiami podróżnicy. Niestety, trzeba zachowywać stale maksimum koncentracji i błyskawicznie reagować, tylko tak można się przed nimi uchronić.

Niewiele da się zrobić jeśli zostanie ci przyłożony nóź albo pistolet do gardła. Ale pewnych sytuacji można uniknąć, jeśli pozna się wcześniej „genialne” złodziejskie koncepty, testowane z sukcesem na turystach od lat. Aż dziw, że wciąż im się to udaje!! Czasem wystarczy poczytać trochę wskazówek przed wyjazdem, aby uchronić się przed takimi sytuacjami, nie dać się w nie wciągnąć.
 
Oto przegląd niektórych popularnych oszustw:
 

Toksyczne ulotki

W niektórych krajach, szczególnie Ameryki Południowej, istnieje duże ryzyko odurzenia narkotykowego. Unikaj przyjmowania ulotek i brania do rak papierów od obcych w miejscach publicznych. Mogą one być nasączone substancjami o działaniu spowolniającym i halucynogennym (m.in. wyciągiem z rośliny Guantug- Brugmansia Sanguinea), które wnikają do organizmu przez skórę. Niebezpieczeństwo związane z tą rośliną polega na zróżnicowaniu w stopniu jej toksyczności, a co za tym idzie siły jej działania. W skrajnych wypadkach dawka może nawet zagrażać twojemu życiu.

Po wzięciu przez ciebie do ręki nasączonego papierka, substancja rozpoczyna działanie, a osobnik zainteresowany podążą za tobą aż do momentu wystąpienia symptomów odurzenia. Może nawet zdarzyć się, że pójdzie za Tobą do hotelu, gdzie powie recepcjoniście, że jest twoim znajomym i pomaga ci, bo marnie się czujesz, a następnie, kiedy jesteś już w stanie nieświadomości zabierze wszystko co masz i zniknie.

Ten trik najczęściej stosowany jest tam gdzie można spotkać wspomniana roślinę. zdążają m.in: Kolumbii, Wenezueli, Ekwadorze.

 

Fot. Miguel Vaca

 

 

Narkotyki w napoju

Podobne zasada jak w poprzednim przypadku, ale narkotyk wsypuje się do napoju w barze lub w dyskotece. Mogą zrobić to nasi „nowi znajomi” lub ukradkiem ktoś nam nieznany. Trzeba być bardzo ostrożnym w przyjmowania jakiegokolwiek pokarmu czy napoju od przygodnie spotkanych osób, nie warto tez spuszczać swojego drinka z oczu na zbyt długo. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe, szczególnie jeśli idziemy potańczyć i siłą rzeczy zostawiamy nasze rzeczy udając się na parkiet. Jeśli jesteśmy z zaufanymi ludźmi poprośmy ich o pilnowanie, jeśli nie, lepiej kupić cos nowego po powrocie z parkietu niż ryzykować.

 

Fot. Daspunkt

 

Trik „musztardowy”

Trik ten jest dość powszechny w Ameryce Południowej ale zdarza się też np. w Hiszpanii. Polega na wylaniu na podróżnika niezidentyfikowanej substancji, najczęściej o dość obrzydliwym wygładzie i zapachu. Często przypomina ptasie odchody, czasem używa się też musztardy lub ketchupu, stąd ta nazwa. Oblany osobnik najczęściej automatycznie ściąga z siebie plecak, lub zabrudzona kurtkę, chcąc usunąć dziwną substancję. Często jak spod ziemi wyrasta „pomocnik”, który najpierw zwraca twoją uwagę na zabrudzenie, a potem oferuje pomoc- często ma nawet jakąś ścierkę! Należy stanowczo odmówić i najlepiej ani na chwile nie zdejmować i nie tracić z oczu swoich rzeczy, inaczej „życzliwy” ulotni się z nimi w ułamku sekundy.

 

Fałszywy policjant:

To oszustwo, powszechne w Kolumbii i Ekwadorze może mieć dwie wersje:

Zwiedzasz jakieś miejsce i nawiązuje z tobą rozmowę lokalny turysta. Po chwili pojawia się policjant, który żąda okazania dokumentów. Twój towarzysz wyciąga je ochoczo i bez dyskusji, ty zachęcony jego przykładem podążasz jego śladem- w końcu czyż lokalni nie wiedza lepiej komu ufać? Rzecz jasna łatwo ich już nie odzyskasz. Policjant żąda pieniędzy za zwrot dokumentów. Płacąc żegnasz się z pieniędzmi na zawsze. Jeśli odmówisz, zostaniesz poproszony o pójście do policyjnego wozu, gdzie najpewniej zostaniesz ogołocony doszczętnie ze wszystkiego, a może też pobity.

W drugiej wersji pojawia się tylko policjant, bez udziału trzeciej osoby.

Co robić w takim wypadku? Najlepiej podać policjantowi ksero paszportu i odmawiać pokazania oryginału. Można zażądać udania się do najbliższego komisariatu, ale wyłącznie pieszo. Pod żadnym pozorem nie można wsiadać do samochodu, może się to bardzo źle skończyć.

 

Oszustwa na granicy i wymiana waluty:

Przekraczanie granicy może być bardzo stresujące. Nic dziwnego, biorąc pod uwagę ryzyko  znalezienia w naszych bagażach czegoś, za co skaże się nas na 20 lat więzienia w koszmarnych warunkach. Nie zawsze wiemy, jak zachowają się celnicy, i czy uda nam się przejść bez problemów, czy też spędzimy na granicy kilka godzin, w zależności od czyjegoś złego humoru. Wizy, formularze, wymiana waluty, to wszystko stwarza doskonałe pole do rozmaitych oszustw. Jeśli nie znamy języka, tym gorzej dla nas.

Jak zwykle trzeba uważać na wszystkich „pomocników”, którzy oferują się zrobić coś za nas, np. wypełnić formularz, zaprowadzić tu czy tam, zdobyć wizę. Najczęściej możemy zrobić to sami bez niczyjej pomocy. Dobrze jest zawsze sprawdzić uzyskane informacje z osoba umundurowaną, a jeszcze lepiej z dwiema- ta pierwsza osoba w mundurze niestety też może być oszustem. Przy przejściach granicznych stoją też osoby zajmujące się wymianą waluty i niemal zawsze będzie to bardzo niekorzystny dla nas przelicznik. Należy wcześniej poznać dokładnie aktualny kurs i najlepiej nauczyć się szybko przeliczać w pamięci, żeby nie paść ich ofiarą. W sytuacjach pośpiechu i stresu można się łatwo pomylić lub coś przeoczyć. Lepiej jest poczekać i wymienić pieniądze gdzieś indziej, kupując co najwyżej minimalną sumę pozwalającą na pierwsze kroki w nowym kraju. 

Może wydarzyć się też, że uda nam się znaleźć kogoś, kto będzie oferował wyjątkowo korzystną wymianę walut- strzeż się tym bardziej! Wręczasz swoje odliczone pieniądze a w zamian dostajesz ogromny plik banknotów, które co prędzej chowasz aby uniknąć kradzieży. Później okazuje się, ze większość banknotów jest bezwartościowa, mogą to być pieniądze które wyszły już z obiegu lub nawet gazety. Częste wypadki tego typu odnotowano w Indiach i Ameryce Południowej.

 

Fot. Images Money

 

 

Zamknięte!

Idziemy zwiedzić jakąś miejscową atrakcję turystyczną. Zatrzymuje nas tubylec twierdząc, że jest ona zamknięta tego dnia z przyczyny remontu, święta narodowego czy też innego powodu. Oferuje zaraz swoją pomoc i zaprowadzenie nas do innego ciekawego miejsca, oczywiście za drobną opłatą. Należy stanowczo odmówić, nie wierzyć w takie informacje i zawsze sprawdzić osobiście czy to prawda. Oszust może też działać w zmowie z lokalnym przewoźnikiem, który natychmiast zjawia się proponując podwiezienie do wspomnianych miejsc.

 

Blokada

Osoba, która idzie przed tobą po zatłoczonej ulicy nagle zatrzymuje się. Może to być kobieta, która poprawia sobie chustę, w której niesie swoje dziecko. Ty też jesteś zmuszony się zatrzymać, a w tym czasie jej wspólnik opróżnia błyskawicznie twój plecak bądź kieszenie. Ten trik szczególnie popularny jest w Quito w Ekwadorze.

Trik ten może mieć różne wariacje i różne biorące w nim udział osoby. Może tez mieć miejsce w środkach komunikacji- podczas wsiadania do zatłoczonego autobusu ktoś zatrzymuje się w wejściu np. gubiąc monetę i pochylając się by ją podnieść. W tym momencie od tyłu napierają na nas inni. Generalnie chodzi o chwilowe unieruchomienie przy jednoczesnym rozproszeniu uwagi turysty.

 

Oszustwa taksówkarskie

Każdy, kto choć trochę podróżował wie, że taksówkarze mogą być prawdziwą zmorą. Wiedzą jak wykorzystać naszą niewiedzę i zazwyczaj robią to bez skrupułów. I mówiąc serio trzeba przygotować się na prawdziwą walkę, zwłaszcza tam, gdzie nie używa się taksometrów.

Wystarczy, że wybiorą dłuższą trasę aby dojechać to punktu, który cię interesuje. Kiedy przyjeżdżamy w nowe miejsce nie jesteśmy w stanie ocenić, czy jedziemy najkrótsza trasą. Warto dowiedzieć się od miejscowych lub w hotelu, ile powinien kosztować przejazd i z góry umówić się z taksówkarzem na tę cenę. Starajmy się w miarę możliwości trzymać bagaż zawsze przy sobie. Jeśli już wkładany jest do bagażnika, nie wsiadajmy do samochodu przed jego zamknięciem.

Inną praktyka jest niewłączanie taksometru i domaganie się po przejeździe znacznie zawyżonej kwoty lub włączanie go ale korzystanie z wyższej, nocnej taryfy w ciągu dnia.

W niektórych miejscach w ogóle nie używa się taksometru i trzeba nastawić się o targowanie o cenę, która dla turystów będzie zawsze o wiele wyższa, wręcz absurdalna.

 

Fot. Tomas Fano

 

 

Podwójne menu

W restauracji dostajemy menu w przystępnych cenach. Kiedy chcemy zapłacić, okazuje się, że rachunek jest bardzo wysoki i widnieją na nim ceny nie mające nic wspólnego z tymi, które widzieliśmy wcześniej. Na słowa protestu przynosi się nam inne menu. Aby unikać takich sytuacji najlepiej jest unikać podejrzanych barów skierowanych głównie do turystów, lub też starać się zatrzymać przy sobie menu i zapłacić za posiłek natychmiast, kiedy przyniesione zostaną potrawy.

 

Inna taktyką jest oferowanie „dania dnia” lub specjalności zakładu, nie zawartego w menu. Po zjedzeniu tego wątpliwego specjału okazuje się, że cena jest niebotyczna.

 

Kosztowny podryw

Jeśli nagle wykaże tobą zainteresowanie wyjątkowo atrakcyjny przedstawiciel lokalnej społeczności, który koniecznie chce się z tobą udać na drinka, lepiej uważaj. To szczególnie odnosi się do podróżników płci męskiej, którzy zachwyceni powodzeniem u pięknych kobiet zgadzają się na postawienie im drinka, a potem następnego i następnego. W końcu panie znikają i zostawiają cię z ogromnym rachunkiem do zapłacenia. Jednym z najsłynniejszych przekrętów w Budapeszcie jest zaproszenie przez przygodnie spotkana atrakcyjną lokalną osobę do klubu. Osoba ta zapewnia cię, że zna świetne miejsce. Zostajesz zaprowadzony do klubu, zazwyczaj niemal pustego, w którym do twego nowego znajomego dołączają kolejne osoby. Wejścia do klubu bronia umięśnieni mężczyźni, a rachunek rośnie i rośnie.

To oszustwo stosowane jest w rożnych odmianach w rożnych krajach. Jeśli takie cos ci się przydarzy, lampką ostrzegawcza powinna zaświecić się kiedy ten wspaniały klub okaże się pusty. Najlepiej wziąć wtedy nogi za pas.

 

Fot. Tambako the Jaguar

 

Podziel się




PODOBNE ARTYKUŁY