Wspominam i patrzę w przyszłość

Filip Ziółkowski Podróże 

Podczas długiego lotu z Katmandu do Nowego Jorku miałem czas na rozważenie wszystkich lekcji i doświadczeń, które spotkały mnie w drodze. Wyobraziłem sobie, że teleportuję się w czasie i rozmawiam z młodszą wersją samego siebie. Zastanawiałem się, co młodszy ja, który z pasją przypinał zdjęcia do mapy w swoim pokoju w Polsce, powiedziałby mnie lecącemu do Stanów Zjednoczonych, by kontynuować swoją podróż po świecie.

 

Czy byłby zaskoczony pewnymi zdarzeniami, które miały miejsce? Czy otwierałby szeroko oczy, pełen podziwu dla wszystkiego, na co się natknąłem? Co pomyślałby o niesamowitych miejscach, które odwiedziłem? Czy byłby zdumiony, że zrobiłem wszystko, a nawet więcej, niż sobie wyśnił?

 

Było wiele rzeczy, którymi chciałem się z nim podzielić. Powiedziałbym mu, że to dobrze, że posiada wrodzoną silną wolę i pragnienie nowych przygód. Ż􀂅e nauka i przyzwyczajenie do ciężkiej pracy, choć w jego wieku sprawiały mu czasem kłopoty, umożliwiły mi tę wspaniałą życiową przygodę. Powiedziałbym mu, jak bardzo wdzięczny jestem za wewnętrzną siłę, która rozwinęła się we wczesnych latach mojego życia, bo wspierała mnie w mojej podróży.

 

 

Byłem prawie pewien, że nie posiadałby się z radości słysząc, jak zmieniło się moje podejście do Boga. Te kwestie przysparzały mu wtedy wiele wątpliwości, a teraz przekształciły się w pewność potężnej obecności Boga i tego, że moje modlitwy do Niego zawsze były wysłuchiwane. Moja świadomość i pojęcie Boga wykraczało teraz daleko poza granice Biblii, którą on kwestionował tak wiele lat temu. Wyobrażałem sobie, jak słucha moich opowieści o gwieź􀄊dzistym niebie w pobliżu Uluru w Australii albo nocnych kąpielach w morzu, które połyskiwało na niebiesko i odbijało tarczę księżyca, albo świętych wschodach słońca, które wstawało zza wulkanu. Usłyszałby, jak to jest czuć więź􀄊 ze wszystkim w takich chwilach.

 

Tak, jak go pamiętałem, wiedziałem, że byłby zaintrygowany świadomością istnienia niewidzialnych mocy. Opowiedziałbym mu o synchronicznościach i zbiegach okoliczności cechujących przypadkowe spotkania i rozmowy, które naprowadzały mnie na książki i miejsca, które z kolei prowadziły do odkryć. Z chęcią obejrzałby film „Co my tak naprawdę wiemy!?” i poznał zawarte w nim fascynujące prawdy. Ś􀁧miałby się z mojej reakcji na atak pszczół w Tadź􀄊 Mahal i być może uciekłby przed moimi doświadczeniami, związanymi z mrocznymi siłami w Indonezji.

 

 

Ucieszyłby się na wieść o tym, że jego optymizm i entuzjazm były istotną częścią mojego życia i pozwoliły mi iść naprzód. Z dumą odkryłby, że rzadko się poddawałem czy traciłem nadzieję. Potwierdziłbym, że odkryłem, że rzeczywiście wszystko jest możliwe. Powiedziałbym mu, jak ważne są dla mnie elastyczność i płynięcie z prądem. I, co najważniejsze, powiedziałbym mu, jak bardzo te podróże mnie zmieniły.

 

 

Fragment książki:

 

 

 

Przebudzenie w drodze

 

Filip Ziółkowski

Wydawnictwo Złote Myśli

Rok wydania: 2015

Ilość stron: 384

 

 

 

 

 

 

 

   

  

  

  


Podziel się




PODOBNE ARTYKUŁY

Z wizytą u Dalajlamy

Z wizytą u Dalajlamy

Jedno trzeba zaznaczyć na samym początku. Zazwyczaj w czasie podróży miewam więcej szczęścia niż rozumu, a znajdowanie się w odpowiednim miejscu we właściwym czasie to niemalże moja specjalność. Jak więc spotkałam D...

Karolina Łuczak Karolina Łuczak
5 czerwca 2013
Życie i śmierć na Wschodnim Timorze

Życie i śmierć na Wschodnim Timorze

Nagie dzieci szukają w morzu ochłody od niewyobrażalnego upału. Inne, bose grają w piłkę na dzikim boisku. Bezrobotni mężczyźni zabijają czas, grając w karty i dyskutując o polityce w cieniu drzew. Dz...

Marek Lenarcik Marek Lenarcik
8 marca 2012