Wspomnienia arabskiej księżniczki z Zanzibaru

ew chylak-winska Podróże 

Chyba nigdy nie zwlekałam tak długo z napisaniem tekstu jak zwlekam z napisaniem o Salme.

Minęło dziewięć lat, odkąd usłyszałam o księżniczce po raz pierwszy. „Co za historia!” – pomyślałam z zachwytem. „Nie ma takiej drugiej w całej Afryce”.

 

Natychmiast chciałam tłumaczyć jej „Wspomnienia”, pisać biografię, produkować o niej artykuły. Nic jednak z tego nie wyszło.

 

Pozwoliłam Salme schować się cicho w mojej własnej opowieści – opowieści ekspatki z Północy żyjącej na Południu, opowieści odwrotnej do tej, którą niosła księżniczka. Ona, kobieta z Południa stała się ekspatką na Północy. Ja, Polka na Zanzibarze, ona – Zanzibarka w Bydgoszczy. Obie oddzielone równikiem (i czasem) jak grubą fizyczną zasłoną.

 

Niemal każdy, kto przyjeżdża na Zanzibar poznaje Salme (jej „Wspomnienia arabskiej księżniczki z Zanzibaru” są dostępne w każdej księgarni w Stone Town) i niemal każda zanzibarska ekspatka przegląda się w jej losie, szukając podobieństw lub przeciwieństw.  

 

Życie księżniczki to fascynująca, wielowątkowa opowieść i wydawało mi się, że muszę ją opowiedzieć rozwlekle i pompatycznie – sama myśl o niej sprawia, że się nadymam i zapowietrzam. Ciągle, mimo upływu lat.

 

Postanowiłam jednak uderzyć w klawiaturę na piętnastolecie „Zadry” i napisać o Salme najprościej jak się da.

 

fot. Ewa Chylak-Wińska

 

Salme

 

Urodziła się w 1844 roku i wychowała na zanzibarskim dworze swojego ojca sułtana Saida, gdzie mieszkała razem z matką, niewolnicą niezwykłej urody, nałożnicą sułtana, porwaną w dzieciństwie Czerkaską.

 

Nauczyła się pisać (na wielbłądzich łopatkach) i płynnie czytać.

 

W wieku siedmiu lat musiała wyprowadzić się z pałacu w Mtoni do miasta, Stone Town.

 

Niefortunnie wplątała się w intrygę między braćmi – przyszłymi sułtanami Zanzibaru.

 

Zakochała się w niemieckim agencie handlowym Henryku Ruete, zaszła w ciążę i uciekła z nim na statku do Adenu.

 

Przeszła na chrześcijaństwo. Przybrała imię Emily.

 

Przedarła się wraz z mężem do Niemiec.

 

Urodziła czwórkę dzieci (pierwsze zmarło w niemowlęctwie).

 

Po trzech latach pobytu w Hamburgu, Henryk Ruete zginął pod kołami tramwaju konnego.

 

A Salme została w lodowatych Niemczech, sama z dziećmi, bez pieniędzy, z wilczym biletem na Zanzibar.

 

Była pierwszą nauczycielką arabskiego i suahili w Europie.

 

Jest jedyną kobietą Afryki i Bliskiego Wschodu, która zostawiła pisemne świadectwo tamtego życia, tamtego czasu.

 

Spisała wspomnienia z Zanzibaru (dla własnych dzieci, jak stwierdziła we wstępie), a potem regularnie pisała „Listy do domu”, w których tłumaczyła swoje życie na Północy.

 

W historii Afryki Wschodniej nie ma drugiego takiego zapisu. Co więcej – jej książki to jedyne tak obszerne źródło mówiące o Europie w czasie kolonialnym, widzianej z punktu widzenia obywatelki Południa.

 

Mieszkała w pruskiej Bydgoszczy na dzisiejszej ulicy Mickiewicza 17.

 

Po wielu latach w Niemczech wyprowadziła się na Bliski Wschód, żeby być bliżej Domu. Spędziła ponad dwadzieścia lat w Syrii, Libanie i Palestynie.

 

Dwukrotnie odwiedziła Zanzibar w 1885 i 1889 roku, błagała brata Bargasza, sułtana, o możliwość powrotu – bezskutecznie.

 

Córka Salme, Rosalie, była pierwszą kobietą na Uniwersytecie Berlińskim, która uzyskała doktorat na arabistyce.

 

Pochowano ją w Hamburgu (na cmentarzu Ohlsdorf), obok męża. Z woreczkiem piasku z plaży w Mtoni.

 

W 1964 roku wystawiono sztukę na temat jej życia w East German TV.

 

Zanzibar

fot. Ewa Chylak-Wińska

 

Północ, południe

 

Za każdym razem, kiedy myślę o Salme (a myślę często), zastanawiam się, czy będąc urodzoną i wychowaną na Południu wytrzymałabym emigrację na Północy.

 

I myślę ze zgrozą, że nie, chyba bym nie wytrzymała.

 

Emigracja na Południe, mimo że bywa trudna, jest o wiele prostsza od emigracji na Północ. Z wielu względów.

 

Na Południu jest ciepło i jest słońce. Jest zielono. Ludzie są życzliwi.

 

Północ wieje chłodem. Trzeba się zabezpieczyć przed zimą, zgromadzić zapasy, porąbać drewno, myśleć naprzód. Zamarzniesz, jeśli nie wyprzedzisz przyszłości. Jest ciemno, szaro, chmurzyście.

 

Ludzie kurczą się pod płaszczami i zaciskają szczęki mrużąc przy tym oczy pod nieznośnymi kroplami deszczu ze śniegiem.

 

Wyobrażam sobie przerażenie Salme, gdy zamieszkała w jednej z kamienic w Hamburgu i gubiła się w labiryncie zamkniętych na głucho mieszkań. Nikt nikogo dobrze tu nie znał, nikt się z nikim nie witał, nie pozdrawiał – tak, jak to mieli w zwyczaju ludzie na wyspie. Sąsiedzi mijali się na schodach, klatkach schodowych i w windach, burcząc pod nosem Guten Tag. I odwracali wzrok, nie czekając na odpowiedź.

 

Ona, super kolektywna istota wychowująca się w haremie swego ojca, pierwszego omańskiego sułtana na Zanzibarze, musiała przecierać oczy ze zdumienia po tym, co zobaczyła w nowym, wspaniałym świecie.

 

Zobaczyła zaś zaczątki tego, co mamy dziś – (post)industrialnego społeczeństwa lokującego życie w miejskich bloczkach i klitkach, nieznającego układu gwiazd, niewidzącego księżyca, niedotykającego ziemi, nieodróżniającego zbóż, wywleczonego o poranku do pracy w zakładach oświetlonych jarzeniówkami, a ściągającego do domów w ciemności samotnych wieczorów.

 

Dla dziewczyny, która swą młodość spędziła na jedynym z wyższych pięter w Pałacu Watoro w Kamiennym Mieście, wytworna kamienica hamburska przywoływała tę zanzibarską, jakże inną jednak w swojej istocie – pachnącą wilgocią, rozpaloną słońcem za dnia, chłodną dzięki zamkniętym okiennicom, głośną, pełną melodii i zagadujących sąsiadów.

 

Salme nie mogła znaleźć w Niemczech wiele wspólnego ze swoją ojczyzną.

 

Nieustannie porównywała te dwa światy – Wschód, za jaki uważała Oman i Zanzibar oraz Europę.

 

Uznawała obowiązkową służbę wojskową za formę niewolnictwa. Za takąż uznała również przepaść między bogatymi a biednymi.

 

Co więcej – twierdziła, że niewolnicy na Zanzibarze są traktowani lepiej niż biedacy w Niemczech. Pisała: “Kontrast między bogatymi a biednymi nigdzie nie jest tak dobrze widoczny jak na zimnej Północy.”

 

Któregoś razu – wspominała – spotkała ubogiego dorożkarza. Marzł na ulicy (z dzieckiem). Jego nędza, której mogła zaradzić tylko tymczasowym datkiem, była porażająca.  „Po tym spotkaniu pomyślałam, że żaden z naszych niewolników nie chciałby zamienić swojej skądinąd bezpiecznej niewoli na taką wolność.”

 

Rozumiem, co miała na myśli – łatwiej jest być biednym na Południu (czy Wschodzie według Emily) niż na Północy.

 

„Trzeba się urodzić w Europie, żeby móc podporządkować się tysiącom restrykcji, które tak często wkraczają w osobistą wolność człowieka i sprowadzają jego życie do zwykłej cyfry w systemie.”

 

 

Dwór w Mtoni

 

Jej matkę Dżilfidan – Czerkieskę, pojmali watażkowie, gdy była małym dzieckiem. Napadli na wieś jej rodziców, ubogich rolników, zrabowali, co mogli, dorosłych wyrżnęli, a dzieci porwali i sprzedali arabskim handlarzom niewolników.

 

Miała niespełna siedem lat, gdy trafiła na dwór sułtana, gdzie otrzymała schronienie i opiekę, a po osiągnięciu dojrzałości została sułtańską surie (l.mn. sarari), czyli konkubiną. Jedną z siedemdziesięciu pięciu.

 

Sułtan Said miał tylko jedną legalną żonę horme (l.mn. harino), Azze bint Sef, księżniczkę omańską z urodzenia.

 

Spłodził wiele dzieci, wszystkie z sarari. Bibi Azze była bezpłodna.

 

Salme opisuje swoje beztroskie dzieciństwo na dworze w Mtoni z typową dla wspomnień nutą rozrzewnienia. 

 

Wspomina tureckie łaźnie, posiłki, szkołę pod chmurką, jazdę konną, zabawy z dziećmi i setki kręcących się wokół ludzi. Wedle słów Salme na dworze mieszkało około tysiąca osób. Plus różnorakiej maści zwierzęta – przechadzające się wolno po ogrodach.

 

Czuć, że była szczęśliwa w Mtoni; później jednak, w Pałacach Watoro, Sahel i Tani w Kamiennym Mieście coś z życia Salme umyka. Gaśnie. Zaczynają się schody, piętra i wędrówka pomiędzy nimi.

 

Jej matka nie chce przenosin do nowego domu. Lubi Mtoni, tam spędziła większość życia. Zaprzyjaźniła się z innymi sarari, pokochała ich dzieci, które były przyrodnim rodzeństwem Salme.

 

Ciężko jej było wyjeżdżać do miasta, a wyjeżdżała, bo książę Madżid, starszy o 12 lat brat Salme, osiągnął pełnoletność i mógł się usamodzielnić. Dostał własny dom, pensję, konie, służących. Chciał też otoczyć się zaufanymi ludźmi. Do takowych należała matka Salme, najlepsza przyjaciółka nieżyjącej już surie Sary, matki księcia Madżida.

 

Wkrótce Salme traci oboje rodziców. Najpierw umiera ojciec sułtan, trzy lata później na cholerę umiera matka.

 

W chwili śmierci sułtana Salme miała dwanaście lat i była najmłodszą spośród trzydziestu sześciorga rodzeństwa. Każde z dzieci sułtana miało zabezpieczony byt do końca życia (otrzymywało kosztowności, plantacje goździków, dom lub pałac).

 

Zanzibar stone town

fot. Ewa Chylak-Wińska

 

<<Zobacz też: Królowa Maneno: Amanda Lichtenstein>>

 

 

Heinrich Ruete

 

Po śmierci rodziców Salme wplątała się w dworską intrygę.

 

Jej dwaj bracia Bargasz i Madżid zaczęli walkę o władzę. Za namową ulubionej siostry Czole, Salme poparła Bargasza – przeciw Madżidowi, u którego mieszkała i który się nią opiekował. Umiała czytać i pisać, służyła Bargaszowi jako – powiedzmy - sekretarka.

 

Choć poparcie Bargasza było złym posunięciem (Salme nie powinna była wplątywać się w afery polityczne), nie miało jednak później wpływu na zakaz powrotu na wyspę.

 

Madżid przebaczył Salme zdradę.

 

Bargasz – którego poparła – został sułtanem po śmierci Madżida i to on odmawiał jej nie tylko prawa do życia na Zanzibarze, ale też do jakiegokolwiek majątku. Twierdził, że zakochując się w Niemcu, chrześcijaninie, zachodząc z nim w ciążę przed ślubem i zrzekając się islamu, przyniosła rodowi hańbę. Bez przebaczenia.

 

Salme poznała Heinricha na ulicy. Mieszkał w kamienicy obok, naprzeciwko. Był niemieckim handlowcem, który w dobie kolonialnej prowadził interesy między Niemcami a Zanzibarem (kwitł wówczas eksport goździków, przypraw, kości słoniowej, żółwich skorup, niewolników).

 

Uliczki Stone Town są bardzo wąskie, mierzone na szerokość dwukółki ciągniętej przez osiołka. Odległość między sąsiadującymi ze sobą oknami jest niewielka. Przy odsłoniętych okiennicach można zaglądać sąsiadowi do mieszkania i dokładnie obserwować tajemnice, jakie skrywa.

 

“Mój dom sąsiadował z jego domem; jego płaski dach leżał nico poniżej moich okien. Wydawał przyjęcia w pokoju, który mogłam podglądać; wiedział, że europejskie biesiadowanie przyciągnie moją uwagę, że mnie zainteresuje. Z naszej przyjaźni zrodziła się miłość, o której wkrótce zrobiło się głośno.”

 

Salme szybko zaszła w ciążę. Kochankowie dobrze wiedzieli, że ich miłość nie ma przyszłości na wyspie. Heinrich nie mógł spędzić tutaj całego życia, a Salme nie miała nic do stracenia. Ciągnęło ją w świat, pragnęła zobaczyć Europę. Ufała Heinrichowi, czuła się przy nim bezpiecznie – obiecał oparcie, o jakie było jej trudno po śmierci rodziców i awanturze między braćmi.

 

W sierpniu 1866 roku Salme odpłynęła z Zanzibaru na brytyjskim statku wojennym do Adenu. Opuszczała wyspę w ukryciu, zabrała ze sobą skrzynki pieniędzy, kufry arabskich sukni i biżuterię. Zostawiała trzy pokaźne plantacje goździków, dom, służących, rodzinę.

 

W grudniu urodziła syna, którego straciła w drodze z Jemenu do Niemiec. W Adenie przyjęła chrzest, wybrała imię Emily i w maju wzięła ślub z Heinrichem. W 1867 roku dotarli do Hamburga, gdzie osiedli. Emily urodziła kolejne dzieci – dwie córki i syna.

 

Nauczyła się niemieckiego (chropowatego w porównaniu z płynnym suahili). Powoli poznawała znajomych Heinricha, uczyła się ich etykiety, kultury, zwyczajów. Zaczęła się ubierać po europejsku i jadać niemieckie dania.

 

Było trudno, ale Ruetowie kochali się i cieszyli na wspólną przyszłość.

 

Niestety, trzy lata po przyjeździe do Hamburga, Heinrich wpadł pod koła konnego tramwaju i zginął.

 

zanzibar tanzania

fot. Ewa Chylak-Wińska

 
 

Wędrówka

 

Emily została sama z trójką maleńkich dzieci, w obcym zimnym kraju. Rodzina Ruete nie ofiarowała jej zbyt wielkiego wsparcia. Heinrich nie pozostawił majątku. Władze Zanzibaru stanowczo wykluczały powrót zhańbionej księżniczki na wyspę.

 

Musiała jakoś przeżyć.

 

Zaczęła za pieniądze uczyć arabskiego i suahili. Wynajmowała lokatorom pokoje. Zmieniała miasta i mieszkania, między 1870-85 mieszkała w Darmstadt, Dreźnie, Rudolfstadt, Berlinie, Kolonii. Wydała „Wspomnienia…” w Niemczech, Nowym Jorku, Anglii i Irlandii.

 

Pisała później, że europejskie kobiety miały znacznie mniejszą kontrolę nad finansami niż ich rówieśniczki na Zanzibarze. Owszem, muzułmańskie Zanzibarki musiały całkowicie zakrywać swoje ciała, gdy wychodziły na ulicę, ale mogły posiadać i zarządzać własnym majątkiem wedle własnego uznania.

 

Odwiedziła Zanzibar po blisko dwudziestu latach. Dwukrotnie.

 

Obie wizyty sponsorowali Niemcy, raz Bismarck, raz Keiser. Niemcy mieli nadzieję, że Emily Ruete będzie w stanie przekonać sułtana do ich pomysłu objęcia Zanzibaru protekcją. Snuto również mrzonki, że tron mógłby objąć syn Emily, Rudolf Said, wnuk pierwszego sułtana na Zanzibarze.

 

Bargasz był jednak nieugięty. Nie chciał widzieć siostry, nie chciał uznać jej praw do spadku po ojcu, ledwie tolerował jej krótki pobyt na wyspie. Emily szacowała swój majątek na 20 tysięcy funtów, sułtan oferował jej 500, których nie przyjęła.

 

Emily Ruete próbowała uzyskać wsparcie w swojej sprawie u wielu możnych i wpływowych Europejczyków. Organizowała spotkania, bywała w towarzystwie – niestety nikt nie był w stanie jej pomóc. Nawet księżniczka Wiktoria i jej siostra księżniczka Helena Augusta, córki potężnej królowej angielskiej Wiktorii, nie były w stanie pogodzić Emily z jej bratem Bargaszem.

 

Po drugiej i ostatniej wizycie na Zanzibarze w 1888 roku, Emily zrezygnowała. Zrozumiała raz na zawsze, że nie wróci na wyspę. Postanowiła wyprowadzić się z Niemiec na Bliski Wschód. Zamieszkała z córkami w Jaffie, a potem przeniosła się do Bejrutu, bardzo rzadko zaglądając do Niemiec. Podczas jednej z takich rzadkich wizyt w Berlinie, w 1897 roku, udało jej się wyswatać córki. Wkrótce Rosalie poślubia kapitana Troemera, a Antonina Eugena Brandeisa, który w roku 1899 został gubernatorem Wysp Marshalla na Oceanie Spokojnym.

 

Wiosną 1914 roku przeniosła się z Bejrutu do miejscowości o śmiesznie brzmiącej nazwie Bromberg, czyli Bydgoszczy (!), gdzie mieszkała jej córka Rosalie wraz z mężem, wówczas generałem Troemerem.

 

Po zakończeniu pierwszej wojny światowej kolejny sułtan Zanzibaru, Sayyid Khalifa bin Harub (1911 – 1960) przyznał Salme rentę, pod warunkiem, że ona i jej rodzina zrzeknie się praw i roszczeń do majątku i władzy na wyspie. Miało to miejsce sześć lat przed śmiercią księżniczki.

 

Zmarła 29 lutego 1924 roku w Jenie na obustronne zapalenie płuc.

 

Miała 79 lat.

 

zanzibar 2

fot. Ewa Chylak-Wińska

 

 

Post scriptum

 

Fragmenty z rozdziału „Woman’s Position in the East” w “Memoirs of an Arab Princess from Zanzibar” (1886):

 

“Podróżnik odbywający parotygodniową wycieczkę do Konstantynopola, Syrii, Egiptu, Tunisu czy Maroka od razu chce napisać grubą książkę o życiu i zwyczajach panujących na Wschodzie. Jego ocena będzie jednak tylko powierzchowna; nie będzie miał bowiem pojęcia o codziennym domowym życiu mieszkańców Wschodu. Zadowoli się historyjkami z drugiej ręki opowiedzianymi mu przez francuskich lub niemieckich kelnerów służących w jego hotelu – albo historyjkami usłyszanymi od rybaków i woźniców. Uzna źródła swoich informacji za całkowicie wystarczające i godne zaufania.

 

Moje własne doświadczenie, muszę przyznać, było podobne – początkowo oceniałam Europejczyków na podstawie ich powierzchowności. Kiedy po raz pierwszy spotkałam się z jaśniejącymi od szerokich uśmiechów twarzami niemieckich dam i dżentelmenów, pomyślałam oczywiście, że stan małżeński w Europie jest znacznie lepiej urządzony aniżeli u nas na muzułmańskim Wschodzie. Jednak kiedy moje dzieci trochę podrosły i ciągła matczyna obecność w ich życiu była mniej pożądana niż nieobecność, zaczęłam częściej bywać w towarzystwie i zrozumiałam, jak bardzo pomyliłam się w ocenie zarówno Europejczyków jak i ogólnych zasad tu panujących. Zobaczyłam wiele małżeństw, które wydawały się przykute do siebie łańcuchami tylko po to, żeby sprawiać sobie niewysłowiony ból. Poznałam zbyt wiele nieszczęśliwych par, aby uwierzyć, że chrześcijańskie śluby małżeńskie są lepsze od muzułmańskich. Według mnie żadna religia ani zwyczaje czy poglądy nie mogą sprawić, że życie małżeńskie jest mniej lub bardziej udane; zależy ono od bliskości i harmonii panującej między małżonkami.”

 

„To całkowicie błędne przekonanie, jakoby społeczna pozycja kobiet na Wschodzie była niższa niż mężczyzn. Prawomocna żona – kupione konkubiny są oczywiście wyjątkiem  – stoi na równi ze swoim mężem, na zawsze zachowując swoją pozycję klasową, wszelkie prawa oraz tytuły, jakie wynikły z małżeństwa, ale również te, które posiadała sprzed zamążpójściem.

 

Wedle muzułmańskiego prawa mężczyzna ma prawo do poślubienia czterech żon na raz. Może poślubić piątą, jeśli jedna z pierwszych czterech umrze albo się z nim rozwiedzie. Sarari, czyli konkubin może kupić tyle, ile tylko zechce i na ile wystarczy mu pieniędzy. Ale nigdy nie spotkałam mężczyzny, który rzeczywiście miałby cztery żony jednocześnie. Generalnie rzecz ujmując, na Wschodzie dominuje monogamia. Można teraz zadać pytanie – a jak to jest u chrześcijan? Jak się ma życie małżeńskie w cywilizowanej Europie? Czy śluby małżeńskie są taką świętością w moralnej Europie?  (…)

 

Chrześcijanin może poślubić tylko jedną kobietę I to z całą pewnością jest wielka zaleta chrześcijaństwa; prawo chrześcijańskie wymaga akuratności i dobra, muzułmańskie pozwala na zło; ale prawo to jedno, a praktyka to drugie. Na Wschodzie prawo jest konsekwencją życia i praktyki, podczas gdy w Europie grzech cudzołóstwa ma się doskonale pomimo prawa.

 

Twierdzę, że jedyną różnicą między zamężną kobietą na Wschodzie a zamężną kobietą w Europie jest taka, że ta pierwsza zna ilość i charakter swoich rywalek, natomiast druga tkwi w stanie całkowitej niewiedzy na ich temat.”

 

 

 

E. Ruete, Memoirs of an Arabian Princess From Zanzibar.

E. van Donzel, Sayyida Salme/Emily Ruete, An Arabian Princess between two worlds. Memories, Letters Home, Sequels on the Memoirs, Syriam Custom & usages.

 

Cytaty pochodzą z „Memoirs…”. Tłumaczenie moje.


Podziel się




PODOBNE ARTYKUŁY

Kartka z Zanzibaru: Jane Goodall

Kartka z Zanzibaru: Jane Goodall

Sprawdziłam rano pocztę, mimo że nie miałam zbyt wiele czasu, bo spieszyłam się do miasta, żeby kończyć towarowanie i organizowanie Fair Trade Curio w naszym hotelu, ale jak się jest daleko od domu, to s...

ew chylak-winska ew chylak-winska
6 października 2014
Królowa Maneno. Amanda Lichtenstein

Królowa Maneno. Amanda Lichtenstein

Mieszkając dłużej w Afryce, co rusz spotyka się niezwykłych ludzi - nie tylko Afrykańczyków, ale i tych, którzy przybyli tu z Zachodu z rozmaitych względów: charytatywnych, biznesowych, podróżniczych,...

ew chylak-winska ew chylak-winska
27 lutego 2014
W kilka słów dookoła wyspy

W kilka słów dookoła wyspy

Patrzę na mapę Zanzibaru, która dla obcych jest pewnie zbiorem śmiesznie brzmiących nazw (mnie w każdym razie śmieszą i rozczulają) albo postrzępionym paskiem ziemi zwanym dalej wyspą, na którym – jak to w tro...