Semana Santa, czyli Wielkanoc w hiszpańskiej Andaluzji

Luc Kordas Podróże 

Wielu z podróżujących po świecie Polaków zapewne spotkało się z panującym powszechnie przeświadczeniem, że Polska to kraj mocno religijny. Z własnego doświadczenia wiem, że taka o nas panuje opinia. Jak wiadomo w Europie religia traci na znaczeniu z dekady na dekadę, narody takie jak Anglia, Francja, kraje Skandynawii czy Czechy spokojnie można uznać za niemal w całości świeckie, w takim znaczeniu, że Kościół nie odgrywa tam ważnej roli.

Cadiz

Cadiz (fot. Luc Kordas)

 

Na drugim biegunie według obiegowych opinii znajduje się Polska, Hiszpania i Italia. Często zdarza mi się zatem tłumaczyć obcokrajowcom, że choć w Polsce kościoły nie świecą jeszcze wszędzie pustkami to, przynajmniej w dużych miastach, na niedzielnej mszy widuje się raczej osoby starsze. Młodsze pokolenie Polaków jest równie świeckie, jak to francuskie czy niemieckie. Przynajmniej takie mam wrażenie. Ku zaskoczeniu wielu ludzi z zewnątrz podobnie jest w przypadku Hiszpanii. Tutejsze młode pokolenie jest równie niezainteresowane niedzielnymi mszami, postami, brakiem seksu przedmałżeńskiego, spowiedzią, itp. co dwudziestoparolatkowie nad Wisłą. Mimo to, oba narody przykładają sporą uwagę do świąt Bożego Narodzenia, choć w Hiszpanii w wielu przypadkach ważniejsze jest święto Trzech Króli 6 stycznia; w wielu hiszpańskich rodzinach to wtedy właśnie daje się prezenty, nie zaś pod choinkę. Tradycyjnie, jeszcze około 40 lat temu, tak się działo w 95% hiszpańskich rodzin. Dzisiaj, pod wpływem innych kultur, jeżeli ma się szczęście, prezenty można dostać i na Mikołaja, i pod choinkę i na Trzech Króli. 

 

Sewilla

Sewilla (fot. Luc Kordas)

 

Jest jednak coś, co dzieli nasz naród od hiszpańskiego w podejściu do religii. Tym czymś są obchody Wielkiej Nocy. U nas nieco zapomniane, dużo mniej spektakularne i huczne, co święta Bożego Narodzenia. Coraz mniej ludzi chodzi ze święconką do kościoła, coraz więcej traktuje ten czas jako tydzień wakacji. Na Półwyspie Iberyjskim jest dość podobnie z wyjątkiem Andaluzji. Na południu Semana Santa (Święty Tydzień) jest wydarzeniem, na które wiele ludzi przygotowuje się prawie rok (sic!). Tutaj święta Wielkiej Nocy to nie żarty - ludzie podchodzą do nich z wielkim namaszczeniem.

 

Semana Santa

Procesja wśród kadzideł (fot. Luc Kordas)

 

Najważniejszą i najbardziej okazałą częścią tego tygodnia są procesje przechodzące wypchanymi gapiami ulicami miast. Największe i najbardziej znane są procesje w Sewilli, ale również te w Kordobie, Granadzie, Maladze czy Kadyksie nie mają się czego wstydzić. Każde miasto ma wiele religijnych bractw (cofradias). Większość z nich szykuje na tych specjalnych parę dni przemarsze z okazałymi, bardzo ciężkimi ołtarzami zdobionymi często kwiatami, przemierzającymi wąskie ulice andaluzyjskich miast w oparach wyczuwalnych wszędzie kadzideł i dobiegającej zewsząd muzyki.

 

Gdy piszę ten tekst 13 marca do Semana Santa brakuje jeszcze trzech tygodni. Mimo to na ulicach Granady, którymi spacerowałem jeszcze godzinę temu, już widać członków bractw poubieranych w tradycyjne stroje trenujących do ważnego zadania, jakim jest niesienie na ramionach ołtarza z Jezusem lub Marią - dumy każdego bractwa. Są to już schyłkowe fazy treningów, bowiem wiele z bractw rozpoczyna przygotowania zaledwie parę tygodni po Wielkanocy. 

 

Nie jest rzadkim widokiem obserwować płaczące, a nawet zawodzące ze wzruszenia, tradycyjnie ubrane kobiety w każdym wieku, podążające za procesją. Niezależnie od tego czy jest się wierzącym czy nie, to co dzieje się na ulicach południowo hiszpańskich miast w okresie Pasquas (Wielkanoc) robi ogromne wrażenie. Nawet Hiszpanie z północy, gdzie mieszkałem w zeszłym roku, przyznają, że nie rozumieją tego gorączkowego podniecenia ich rodaków z południa. Pamiętam, że gdy w zeszłym roku pytałem o Semana Santa ludzi w Kraju Basków wiele z nich wzruszało ramionami, dając mi do zrozumienia, że nie jest to nic wyjątkowego. Wielu też mówiło, że to co dzieje się w Andaluzji to gruba przesada. Podobnie, ludzie z południa nie patrzą przychylnym okiem na bezbożników, którzy w obliczu ołtarza śmią otwierać parasol, gdy pada deszcz. Obserwowałem taką właśnie sytuację w zeszłym roku na ulicach Sewilli biorąc udział w jednej z procesji. Nagle zaczęło padać. Część ludzi otworzyła parasole. Błąd. Natychmiast podniosły się okrzyki oburzenia z tłumu, że jak tak można w obliczu Najświętszej Panienki. "Pewnie są z Bilbao!" pokrzykiwał tłum. Jednym z ciekawszych aspektów kultury, czy rzeczywistości hiszpańskiej jest właśnie owo zróżnicowanie "terenu". W Polsce wszyscy jesteśmy mniej więcej tacy sami, tak samo obchodzimy święta, poza nielicznymi wyjątkami mówimy tym samym językiem, z tym samym akcentem. Nie sposób zgadnąć po akcencie, czy ktoś jest z Wrocławia, z Warszawy czy z Gdańska. Jemy dość podobne rzeczy. Hiszpania jest dużo bardziej różnorodna. Już sama mnogość akcentów zaskakuje (w Hiszpanii nikt nie pomyli akcentu z Zaragozy z akcentem Andaluzyjskim, czy Katalońskim - różnice są dość wyraźne). W zasadzie każdy większy region ma swoje naleciałości i odcienie słyszalne w mowie. Ale różne są również i obrzędy i potrawy. Każdy region ma swoje detale. 

 

Wielkanoc w Hiszpanii

Procesja w Sewilli (fot. Luc Kordas)

 

W czasie Semana Santa wszędzie panuje podniosła atmosfera. Przyjeżdża wielu turystów, by na własne oczy zobaczyć tak niespotykanie żywe obchody tego święta w Europie. Turyści amerykańscy, którzy nie poczytali sobie na ten temat wcześniej w przewodnikach, z przerażeniem odkrywają, że na ulice miast Andaluzji po zmroku wychodzą zastępy Ku-Klux-Klanu, bo tak właśnie wygląda strój religijnych cofardias w Hiszpanii. Ci sami turyści z kolei z ogromnym uśmiechem na twarzy przyjmują fakt, że w tutejszych barach, każdemu zamówionemu piwu towarzyszy lekka przekąska gratis (tapa). "Promocja" jednak nie dotyczy wegetarian - tutaj być może kolejna niespodzianka - w Hiszpanii mięso jest obecne w zdecydowanej większości potraw. A wszystko to w barach, w których niejednokrotnie obok pozawieszanych z sufitu ogromnych udźców hiszpańskiego delikatesu, czyli szynki serrano, widoczne są też ponaklejane wszędzie gdzie się da święte obrazki przedstawiające głównie płaczącą Marię, zbolałego krwawiącego Chrystusa lub wspomnianą dwójkę razem. Niektóre bary wytapetowane są religijnymi obrazkami tego typu od podłogi po sufit! Nie powoduje to bynajmniej najmniejszych wyrzutów sumienia u miejscowych, którzy w barach przesiadują godzinami jedząc i pijąc.

 

Semana Santa 2

Towarzysząca obchodom orkiestra (fot. Luc Kordas)

 

Jak mówiłem, niezależnie od przyczyn, czy to z potrzeby religijnej, czy też ze zwykłej ciekawości, obchody Wielkiej Nocy w Andaluzji warto chociaż raz w życiu zobaczyć. Poza tym tydzień na południu Hiszpanii w tym okresie to dobry czas na zwiedzenie całej okolicy. Najlepiej wypożyczyć samochód i odwiedzić w tym okresie wszystkie ważne miasta, od Granady z La Alhambra, poprzez Sewillę z trzecią największą katedrą na świecie, Kordobę, gdzie pod jednym dachem współistnieją i meczet i katedra chrześcijańska, a także urokliwe miejscowości pomiędzy takie jak np. Ronda czy Vejer. Ponadto jesteśmy przecież nad morzem, więc jeśli pogoda dopisze można spokojnie już na początku kwietnia opalać się na plaży. Co więcej - sezon narciarski w znajdującej się 40km od Granady Sierra Nevada trwa nierzadko do końca kwietnia (w zeszłym roku śnieżyło nawet w maju!). Idealna okazja na klasyczny dzień pt. narty o poranku, plaża i morze po południu. Podróżując autem po okolicy będziemy też mogli zaobserwować ciągnące się kilometrami symetrycznie ułożone na wzgórzach gaje oliwne lub winnice - widok robiący podobne wrażenie co wycięte niby od linijki toskańskie pejzaże. 

 

Andaluzja to kraj o tyle niezwykły, że mieszają się tu bardzo mocno trzy kultury - chrześcijańska, żydowska i muzułmańska. Ta ostatnia opanowała cały niemal półwysep Iberyjski na ponad 800 lat (od roku 711 do ostatecznej rekonkwisty w roku 1492). Osiem wieków kultury mozarabe oznacza bardzo istotny wpływ na wszystkie gałęzie kultury i obyczajów, widoczne szczególnie wyraźnie w architekturze, a także i w samym języku. Mało ludzi wie, że niemal 20% wyrazów hiszpańskich ma swoje korzenie w języku arabskim (zwłaszcza te zaczynające się na literę "a"). Mało tego, nie brakuje takich, co twierdzą że wydawałoby się 100% hiszpańskie tradycyjne danie jakim jest paella pochodzi właśnie od arabskiego dania przygotowanego z kuskus (stąd żółty kolor ryżu w paelli) i resztek z dnia poprzedniego. Arabskie słowo baqijah, podobne w wymowie do paella, oznacza właśnie to - resztki. Na południu wpływy arabskie są zatem bardzo silne i - jak to pisałem w innych odcinkach o Hiszpanii - tym się właśnie różni południowa od północnej części półwyspu.

 

Oliwki

Uprawy oliwek (fot. Luc Kordas)

 

Andaluzja w kwietniu to dobry pomysł na wycieczkę zatem z kilku powodów, ale przede wszystkim ze względu na obchody Semana Santa. Warto!

 


Podziel się




PODOBNE ARTYKUŁY

Kolory Andaluzji

Kolory Andaluzji

Gdy myślimy o Hiszpanii i próbujemy zbudować w pamięci mapę najbardziej oczywistych, najbardziej stereotypowych skojarzeń, to zapewne wśród nich pojawią się takie zjawiska jak: flamenco, korrida, byki, słońce, plaża, mo...

Sonia Bała Sonia Bała
10 grudnia 2013
Andaluzja: W krainie trzech kultur

Andaluzja: W krainie trzech kultur

Czy potraficie wyobrazić sobie świat, w którym na jednym obszarze żyją obok siebie w pokoju chrześcijanie, muzułmanie i Żydzi, a różnice kulturowe pomagają ubogacać się wzajemnie? Krainę, w której kwit...

Ola Radzio Ola Radzio
21 listopada 2013