W drodze na najwyższe szczyty Afryki - wywiad z Robertem Gondkiem

Łukasz Zielonka Podróże  Wywiad

Do tej pory zdobył 6 szczytów w pięciu krajach afrykańskich. Już za tydzień przed Robertem kolejny krok w kierunku realizacji projektu "W drodze na najwyższe szczyty Afryki". Tym razem wybiera się do Zambii i Malawi, aby określić a następnie zdobyć najwyższy wierzchołek w obu państwach. O swoim projekcie, afrykańskiej pasji i najbliższych planach opowiada Robert Gondek.

Rwenzori w Ugandzie

Uganda. Na szczycie Rwenzori, najwyższego szczytu Ugandy (5109 m n.p.m.).

 

Podróżnik, fotograf, maratończyk, przewodnik, pracownik firmy ubezpieczeniowej. Kim jest Robert Gondek?

Na co dzień jestem pracownikiem firmy ubezpieczeniowej pracującym za biurkiem. W wolnych chwilach jestem maratończykiem po to, aby podczas urlopu być podróżnikiem. Tak to chyba można streścić. Bycie tylko podróżnikiem jest trudne, ale chciałbym tak kiedyś o sobie powiedzieć. Póki co, muszę zarabiać na podróże. Nikt nie jest chętny tak po prostu podarować paru tysięcy złotych na wyprawę, dlatego wciąż jestem pracownikiem firmy ubezpieczeniowej.

 

No właśnie. W jaki sposób finansujesz swój projekt? Masz sponsorów?

Niestety – sponsorów wcale nie jest tak łatwo zdobyć. Jak na razie moje wyjazdy finansuję we własnym zakresie. Na najbliższy wyjazd pozyskałem patronat honorowy posła Killiona Munyamy i kilka medialnych patronatów (w tym między innymi Monoloco). Mam też dwóch partnerów sprzętowych – markę Merrell, która wyposażyła mnie w buty i trochę ubrań, a także JVC, która udostępnia mi na czas wyprawy kamerę. Ale sponsora jako takiego niestety jak na razie nie pozyskałem.

 

Gdyby ktoś chciał pomóc w sfinansowaniu najbliższej podróży – można to zrobić za pośrednictwem popularnego portalu PolakPotrafi.pl pomagającego w realizacji takich projektów. Polega to na tym, że w zamian za finansowe wsparcie każda wspierająca osoba otrzymuje wybrany przez siebie prezent (pocztówki, t-shirty wyprawowe, afrykańskie maski i inne). Warunek jest jeden: łącznie wszyscy wspierający muszą wpłacić 8000 zł, aby każdy mógł otrzymać prezent, a ja uzbieraną kwotę. Jeśli wymagana kwota nie zostanie uzbierana, wszystkie pieniądze wracają do osób wpłacających. To bardzo fajna inicjatywa, zapraszam tutaj: http://polakpotrafi.pl/projekt/zambia-2013

 

Swoje podróże głównie koncentrujesz na Afryce. Skąd ten pociąg, głód i pasja do tego kontynentu?

Myślę, że najciekawsza w Afryce jest jej różnorodność. W ciągu jednego dnia możemy zobaczyć lodowiec i ogromne góry, górskie goryle, słonie, czy lwy żyjące na wolności i piękne wybrzeże Oceanu (na przykład Indyjskiego). Do tego różnorodność kulturowa, językowa, zwyczajowa. Na pewno nieco pociągająca jest też ta nutka niebezpieczeństwa i dzikości, które kryją się na każdym kroku.

 

Góra Kenia

Kenia. Widok na Mount Kenię - najwyższy szczyt Kenii.

 

Już wkrótce czeka Ciebie kolejny wyjazd w ramach projektu ‘ W drodze na najwyższe szczyty Afryki’, tym razem do Zambii i Malawii. Może podzielisz się z szczegółami dotyczącymi całego przedsięwzięcia?

W drodze na najwyższe szczyty Afryki to szumnie nazwany przeze mnie projekt, który ma na celu zdobycie najwyższych szczytów w każdym afrykańskim kraju. Wiemy jednak, że sytuacja w Afryce jest bardzo dynamiczna. Ostatnio pojawił się nowy kraj – Sudan Południowy. Różnie mogą się potoczyć losy Zanzibaru – Tanzańczycy mówią, że to tylko kwestia czasu kiedy Zanzibar stanie się kolejnym afrykańskim krajem. Tak, czy inaczej jest gdzie jeździć i gdzie chodzić po górach, choć czasem nazwanie najwyższego miejsca w danym kraju górą, gdy jego wysokość wynosi kilkanaście metrów nad poziomem morza jest dużym nadużyciem.

 

Do tej pory zdobyłeś 6 szczytów, odpowiednio w Tanzanii, Kenii, Ugandzie, Rwandzie oraz Burundi. Która z wypraw była Twoim zdaniem najbardziej interesująca, była największym wyzwaniem?

Każda z dotychczasowych wypraw była wyjątkowa, inna i ciężko powiedzieć, która była najbardziej interesująca. Jeśli chodzi o wyzwanie, to trzeba chyba się zastanowić jakiego rodzaju wyzwanie mamy na myśli. Sportowe - zdecydowanie Uganda i wspinaczka na Rwenzori. To była najtrudniejsza góra pod względem technicznym – bagna, lodowiec, szczeliny, duża wysokość, liny, raki, czekany itd. Dostaliśmy nieźle w kość. Natomiast jeśli mamy na myśli wyzwanie organizacyjne, myślę, że Burundi, szczególnie że wszyscy odradzają wyjazdy turystyczne do tego kraju, a informacji nie jest tak dużo jak o innych krajach.

 

Choć teraz zaczynam się zastanawiać, czy nie większym wyzwaniem jest jednak najbliższa wyprawa do Malawi i przede wszystkim do Zambii. Liczba godzin poświęcona na poszukiwanie jakichkolwiek informacji na temat zambijskich gór i miejsca, do którego chcemy pojechać była naprawdę imponująca

 

Burundi

Burundi. Pomnik jednego z "aktualnych" bohaterów tego kraju w Bujumburze.

 

Dlaczego właśnie kolejnym krokiem jest Zambia i Malawii?

Jest w czym wybierać przy moim projekcie. W tym roku zdecydowałem się na Zambię. Zaciekawiły mnie sprzeczne relacje na temat tego, który szczyt jest najwyższy w tym kraju. Miałem i wciąż mam wrażenie, że wciąż nie jest to jasne. I tak powstał pomysł. A dlaczego Malawi? Dlatego, że do miejsca, w którym najprawdopodobniej jest najwyższe miejsce w kraju i najłatwiej jest się dostać od strony Malawi.

 

Mamy XXI wiek i wciąż nie wiadomo, który szczyt jest najwyższy. Czy jest to Mwanda Peak, Zambia High czy Mafinga Hills? Skąd to całe zamieszanie?

Tak, to naprawdę ciekawa sprawa z tym zambijskim szczytem. Spędziłem wiele godzin szukając informacji na temat najwyższego miejsca w Zambii. Kontaktowałem się z wieloma osobami w Polsce, w Zambii, w Malawi. Dotarłem do pochodzącego z Zambii posła w polskim parlamencie – Pana Killiona Munyamy. I wciąż nie wiedziałem jak to jest z tą górą. Co ciekawe, na ponad 100 zapytanych przeze mnie zambijskich i malawijskich biur podróży zaledwie 5 było w stanie podjąć rozmowy na ten temat. I tylko 2 były naprawdę w stanie udzielić mi wiarygodnych informacji na temat gór Mafinga.

 

Znalezione przeze mnie informacje wskazują na kilka kandydatur na najwyższą górę w Zambii. Są to właśnie wymienione przez Ciebie: Mwanda Peak, Zambia High i Mafinga Hills. Ale to nie wszystko. Okazuje się jednak – tak wynika z kilku źródeł, że wcale niekoniecznie te góry są najwyższe. Ta najwyższa podobno nie ma nazwy. Leży tuż przy granicy z Malawi w górach Mafinga i mierzy ponad 2300 m n.p.m. Podczas najbliższej wyprawy będę chciał zweryfikować te informacje.

 

Rwanda

Rwanda. Wojskowa ochrona w drodze na Karisimbi - najwyższy szczyt Rwandy.

 

Mimo krwawego konfliktu we wschodnim Kongu, Rwanda jest jednym z bezpieczniejszych krajów afrykańskich. Jakie są Twoje spostrzeżenia i czy rozważasz w przyszłości wyprawę do byłego Zairu w ramach wspomnianego projektu?

Tak, Rwanda sprawia wrażenie bardzo bezpiecznego kraju. Tak go odbierają turyści. Władze dbają, aby rzeczywiście tak było. Oczywiście, jak ktoś nigdy nie był w Afryce – Rwanda i tak będzie przez niego odebrana jako zupełnie inny świat, pełen bałaganu, chaosu i biedy. Ale w porównaniu z innymi, nawet sąsiednimi państwami (Tanzanią, Ugandą, czy Burundi) Rwanda jest bardzo czysta i nowoczesna, a prezydent Paul Kagame dba o to, aby turyści czuli się bezpiecznie. Myślę, że Rwandyjczykom zależy na tym, aby ich kraj nie był kojarzony jedynie z ludobójstwem.

 

Jeśli chodzi o wyprawę na najwyższą górę DR Konga – oczywiście jest ona przede mną. Można powiedzieć, że już na niej byłem. Tak się składa, że Rwenzori, które zdobyłem rok temu, jest jednocześnie najwyższą górą Ugandy i DR Konga. Ale aby być fair i rzeczywiście zdobyć najwyższą górę w Kongu – wspinaczkę będę musiał kiedyś powtórzyć, zaczynając ją w tym właśnie kraju.

 

Po Rwandzie udałeś się do sąsiedniego Burundii. Tam sytuacja wygląda zgoła odmiennie, czyż nie?

Oj tak. Burundi to zupełnie inna bajka. Zaraz po przekroczeniu granicy mieliśmy wrażenie, że jakiekolwiek przepisy przestały obowiązywać. Kierowca naszego autobusu zaczął jechać jak wariat. Wzdłuż drogi mijaliśmy poprzewracane ciężarówki, które nie wyrobiły się na zakrętach. Burundyjczycy jeździli wisząc z tyłu na ciężarówkach. Zakratowane sklepy, wymiana walut z zamkniętego samochodu przez uchyloną szybę, spalony tuż przed naszym przyjazdem największy bazar w stolicy, pozakrywane pomniki „nieaktualnych” bohaterów narodowych. Generalnie, pierwszego dnia naszego pobytu byliśmy przerażeni. Później nieco się przyzwyczailiśmy, ale bieda panująca w Burundi była widoczna na każdym kroku. Po usłyszeniu od naszego przewodnika, że jego marzeniem jest zostać rewolucjonistą i obalić prezydenta stwierdziliśmy, że przed Burundi czeka długa droga do stabilizacji. Nie dziwię się, że Burundi to kraj, do którego w szczególności odradza się podróży.

 

Jak wyglądały Twoje przygotowania w ramach projektu/pomysłu ‘W drodze na najwyższe szczyty Afryki’? Czy poszczególne etapy przedstawiały się podobnie?

Teoretycznie przygotowania wyglądają zawsze tak samo. Na początku wybieram kierunek i porę roku, w której najlepiej jechać w dane miejsce. Szukam informacji na temat kraju i czekam na dobre ceny biletów lotniczych. Później szczepienia, organizacja leków na malarię, wizy i w drogę. A w międzyczasie podtrzymywanie dobrej kondycji fizycznej. Ale w rzeczywistości do każdego wyjazdu trzeba się nieco inaczej przygotowywać. Na przykład, jak już mówiłem – czasem trzeba się nauczyć nowego języka. Dzięki temu znam już trochę suahili.

 

Gishora

Burundi. Gishora - występ burundyjskich tamburyniarzy w Sanktuarium Tamburyniarzy.

 

Jak wyglądała nauka tego języka? Ile czasu zajęło Ci, aby dojść do obecnego poziomu?

Języka suahili uczę się już prawie rok. Raz na tydzień spotykam się na prywatnych lekcjach z mieszkającym w Polsce Kenijczykiem. To wcale nie jest taki prosty język. Gramatyka i słowotwórstwo jest zupełnie inne od znanych mi języków. Głównym problemem jest jednak niewielka możliwość praktyki. Znam już całkiem sporo słownictwa, ale brakuje mi mówienia. Chyba będę musiał częściej wyjeżdżać do Tanzanii lub Kenii, aby móc częściej operować tamtejszą mową.

 

Masz już plany na kolejne wyprawy, czy czekasz aż pojawi się okazyjna cena biletów lotniczych w jakimś kierunku?

Mam plany. Myślę, że następne będzie Maroko i Jebel Toubkal – najwyższa góra w Maroku. Najprawdopodobniej w kwietniu, ale jeśli pojawi się inna propozycja, to plany wciąż mogę zmienić.

 

Park Narodowy Wulkanów

Rwanda. Widok z drogi na Karisimbi na wulkany w Volcanoes National Park.

 

Czy ekipa towarzysząca Tobie we wszystkich wyprawach jest niezmienna, czy też poszukujesz chętnych tak jak obecnie a propos Zambii?

Nie, ekipa nie jest niestety stała, choć jeszcze kilka miesięcy temu tak się wydawało. Zeszłoroczny wyjazd do Kenii i Ugandy i tegoroczną podróż do Rwandy, Burundi i Tanzanii odbyliśmy w tym samym składzie. Do Zambii również planowaliśmy jechać razem. Niestety ostatecznie do Zambii lecę sam. To będzie moja pierwsza afrykańska podróż w pojedynkę. Trochę się tego obawiam, ale myślę, że jestem na to gotowy.

 

Szukałem chętnych pasjonatów Afryki, gotowych na wyjazd do Zambii, ale ciężko jest znaleźć takie osoby. Szczególnie właśnie na ten wyjazd. Najwyższa góra Zambii nie jest taką atrakcją jak Kilimanjaro, na które na pewno ktoś z chęcią by się wybrał. Wręcz przeciwnie. Myślę, że to będzie najprawdziwsza Afryka, nieskażona masową turystyką. Jeśli ktoś w ostatniej chwili chciałby dołączyć – raczej nie widzę w tym problemu.

 

Jaka jest Twoja relacja pomiędzy biegami a wspinaczką? Czy obie pasje wzajemnie się uzupełniają w ramach przygotowań?

Tak, zdecydowanie się uzupełniają. Biegam, jeżdżę na rowerze, startuję w maratonach, od czasu do czasu wędruję po polskich górach. A to wszystko po to, aby stale być w dobrej formie. Dzięki temu wejście na wysokość 5 000 m n.p.m. nie stanowi problemu. A przy okazji mam satysfakcję z przebiegnięcia kolejnych kilometrów, czy ukończenia kolejnych zawodów.

 

Czy znajdujesz czas, aby zagłębić się w kulturę, w jakiś sposób socjalizować się z lokalną ludnością, po prostu być?

Tak. Przede wszystkim przed wyjazdem staramy się jak najwięcej dowiedzieć o ludziach, którzy mieszkają w danym rejonie, ich historii, problemach, czy kulturze. Później procentuje nam to podczas wypraw. Oczywiście poza naszymi sportowymi celami, zawsze chcemy jak najwięcej przebywać z ludźmi, rozmawiać, próbować (na ile jest to możliwe) podróżować i mieszkać jak oni. Ale to trudne. Jesteśmy dla nich obcy, nie da się wtopić w tłum i dlatego bardzo często mieszkańcy oferują nam to, co większości, ich zwyczaje, wioski, stroje, pokazy przygotowane na potrzeby turystów.

 

 

Co byś powiedział tym, którzy chcieliby podróżować, jednak boją się o swoje bezpieczeństwo?

Myślę, że każdy wyjazd, niezależnie od tego, czy jedziemy do Hiszpanii, na Słowację, do Stanów, Egiptu, czy Burundi wiąże się z ryzykiem. Przecież w każdym miejscu mogą nas napaść, okraść, czy możemy mieć wypadek. Wszystko zależy od tego, czy akurat znajdziemy się w tym właśnie niewłaściwym miejscu. Ja również miałem nieprzyjemne zdarzenie w RPA  - zostałem okradziony w hotelu podczas snu. W zasadzie z perspektywy czasu cieszę się, że nie obudziłem się w momencie, gdy złodzieje zabierali mój plecak. Mogło się to skończyć znacznie gorzej. Generalnie jednak należy unikać podróżowania i przemieszczania się nocami, a oprócz tego mieć oczy dookoła głowy. Chętnych na nasz bagaż znajdziemy na każdym kroku. Ale nie ma też potrzeby, aby siać panikę. Mieszkańcy Afryki są wbrew pozorom bardzo przyjaźni i pomocni.

 

Dziękuję za rozmowę i życzymy powodzenia.

Dziękuję.

 

Oficjalna strona Roberta: www.stronagerbera.pl

Fanpage: www.facebook.com/SzczytyAfryki


Podziel się




PODOBNE ARTYKUŁY