Wenecja - romantyczne miasto na wodzie

Katarzyna S. Podróże 

Przekroczyliśmy właśnie granicę włoską… Został jeszcze kawałek drogi do przejechania, aby dotrzeć do portu. Podróż mijała niesamowicie szybko. Za oknami w zawrotnym tempie przesuwały się szczyty gór, których szczyty pławiły się w blasku promieni słonecznych. Nie ma co – pogoda dopisywała tego dnia, więc zachęcała również i do spaceru po nowych szlakach.

 

 

Miasto, w którym miałam się znaleźć tego dnia – to było moje cudowne (od września upatrzone) – miejsce: Wenecja. 

 

Miasto w całości, nie tylko ze względu na architekturę, ale również z powodu nietypowego położenia znalazło się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Mimo, że na terenie nie ma żadnych organizacji turystycznych, które zajmowałyby się tutaj turystyką, mimo że hotelarze chcą zabronić wyjazdów jednodniowych – Wenecja kusiła i wciąż kusi, nie tylko w czasie karnawału…

 

Podczas rejsu do samej Wenecji – zainteresowały mnie bardzo „altany”, które znajdowały się na dachach niektórych budynków. Okazało się, że jest to miejsce specjalne. Dawniej piękne włoszki, których włosy były naturalnie ciemne, aby temu zaradzić i stać się „blondynkami” - gromadziły się w takich altanach, zakładając tylko rondo od kapelusza, a włosy wysmarowane substancjami z amoniakiem wystawiały na zewnątrz. Takie to były kiedyś sposoby kuracji dla piękna, a przy tym jeszcze czas odpoczynku i czas na czytanie…

 

 

 

 

Zaraz po zejściu na „ląd” - nie trzeba chyba być zaskoczonym tłumem ludzi. Miasto 40 kanałów, miasto Weneckiej Laguny, miasto Karnawału w lutym… To wszystko daje taką atmosferę  oryginalności, że nie da się opisać słowami, trzeba zobaczyć i poczuć zmysłami, chłonąc przy tym bogata historię tego miejsca….

 

Z tym miejscem związany jest Marco Polo, sławny wenecki kupiec i podróżnik – kto o nim nie słyszał?

Z Wenecją kojarzona jest również postać samego Giacomo Casanowy. Awanturnik, a zarazem podróżnik i literat urodził się w Wenecji w roku 1725 roku. Podczas spaceru na Plac św. Marka mija się więzienie, z którego uciekł słynny Casanova.

 

Samo dostanie się na Plac Św Marka jest nie lada wyzwaniem. Dużo ludzi to zdecydowanie za mało powiedziane. W tym przypadku przypadku określenie „tłum ludzi” jest dużo lepsze. Przechodząc przez kolejne mosty, schodząc a to w dół, a to wchodząc do góry – przesuwam się jak na zwolnionym kadrze z filmu. Już tutaj widzę osoby przebrane w stroje z poprzednich epok. Robię w tym miejscu pierwsze zdjęcia i w miarę zbliżania się do Placu – jestem coraz bardziej zauroczona  coraz to bardziej wymyślnymi strojami, które czasem są „mocno tematyczne”. Spotykam między innymi mężczyznę przebranego za „słońce” i kobietę ubraną w strój niebieskiej ziemi, która trzyma w dłoni mały globus, żeby co do charakteryzacji nie było żadnej wątpliwości.

Plac Św Marka wcale nie odbiega od ludzkiej liczebności co poprzednie miejsca. Jest to najpopularniejsze miejsce, a zarazem najstarszy plac tutaj (początek IX w).

 

 

 

Tutaj można było zobaczyć liczne grupy turystów z przewodnikami na ich czele, którzy w rękach trzymali parasole, wstążki, czyli wszystko co widoczne jest z daleka, aby grupa nie „zginęła”  w tłumie. 

Na pierwszy rzut oka – dumnie unoszą się na Placem – dwie wysokie kolumny. Istnieje przesąd, który przestrzega przed przechodzeniem między nimi, ponieważ może to przynieść pecha. Kolumny są pozostałością po smutnym miejscu – to tutaj ścinano głowy przestępcom i innym winnym. 

 

Ciekawostką jest tez fakt, że wcześniej przez teren obecnego placu przepływał jeden z kanałów weneckich, dzieląc go przez to na dwie części. Jego budowa ściśle związana jest z budową pierwszej bazyliki Św Marka, a obecny kształt uzyskany został pod koniec XII wieku  (to wtedy miało miejsce spotkanie papieża Aleksandra III z cesarzem Fryderykiem i Barbarossą.  

Plac od samego początku był miejscem wielu ważnych wydarzeń, a także uroczystości. Trzeba tu wspomnieć, że Plac Św Marka zalewany jest przez wodę, a dla umożliwienia przejścia w tym czasie przez niego – rozstawiane są niskie platformy. Woda, która się tu pojawia i rozlewa również i bardzo szybko znika podczas odpływu.

 

Będąc w Wenecji wejść do Bazyliki Św Marka, która wzięła swoją nazwę od relikwii Świętego, która została tutaj pochowana. Św Marek jest patronem Wenecji, a jego symbolem jest skrzydlaty lew, który przytrzymuje otwartą księgę ze słowami objawienia wypowiedzianymi przez anioła.

 

Wnętrze bazyliki robi niesamowite wrażenie. Nie da się tego opisać słowami. Trzeba to po prostu zobaczyć. Najbardziej urzekł mnie jednak Złoty Ołtarz, który znajduję się zaraz po prawej stronie za głównym ołtarzem. Jedynym minusem, ale tylko i ze względu bezpieczeństwa – wewnątrz pomieszczenia panuje bezwzględny zakaz robienia zdjęć.

Bazylika Św Marka połączona jest tzw „Papierową Bramą” z Pałacem Dożów (charakterystyczne ażurowe arkady to znak rozpoznawczy tej budowli). W pierwszym okresie było to miejsce obronne, następnie swoją siedzibę mieli tu władcy. Dziś znajduje się już tu tylko Muzeum Opery.

 

Plac Św Marka połączony jest z „Pizzettą San Marco”, przy którym stoi budynek Nowej Prokuracji i Starej Prokuracji. Na budynku starej umieszczona jest wieża zegarowa, a do nowej przylega dzwonnica Św Marka. Interesującym faktem jest to, że do dnia dzisiejszego wybierana jest „marianka”, najpiękniejsza dziewczyna, która w nagrodę jest spuszczana po linie z tej oto wieży.

 

Wenecja ze swoimi licznymi kanałami i wąskimi uliczkami jest niezwykle romantyczna. Któż po powrocie nie jest pytany o największą atrakcję – gondole.

Czy wiecie, że sama gondola pochodzi od łodzi rybackiej. W dawnych czasach wszystkie gondole pływające po Wenecji – były w kolorze czarnym. Obecnie jako atrakcja turystyczna służy turystom. Dziś gondole są kolorowe, bardziej ozdobione. Czasem trafimy na miłego gondoliera, który opowie  Nam niejedną ciekawą historię…

 

Spacerując po wąskich uliczkach – oddycham atmosferą tego miejsca. Co prawda chwilami panuje tu taki ścisk, że jedna kolejka ludzi idzie obok drugiej w przeciwną stronę. Miejsce to jakby stanęło w jednym z wcześniejszych wieków. Jest tu niesamowicie. Małe sklepiki po obu stronach uliczek, zapach świeżych wypieków, nawet torty w formie na kształt „masek weneckich”…

 

 

 

 

Tak, karnawał to specjalny czas. Warto wiedzieć, że jest to najstarsza zabawa w Europie. Kiedyś był to najdłużej trwający karnawał, ponieważ zaczynał się już w październiku. Był też czas w jego historii, kiedy ten rodzaj zabawy został zakazany. Na szczęście jednak końcówka XVIII w przywróciła go do łask i tak pozostało do dziś. Znakiem rozpoznawczym tego okresu zabawy są tu maski, wszyscy goście bawią się incognito, a salą balową jest Plac Św Marka (wcześniej maski miały być „zamazaniem” różnic klasowych między bogatymi a biednymi).

 

Ciekawostką jest to, że historia masek sięga XIII w. W 1271 roku istnieje już szkoła i pracownia rzemieślnicza, która wytwarza te arcydzieła z gliny, gipsu, papieru czerpanego i gazy pokrywanej roślinną masą. Następnym krokiem było już tylko dodanie kolarza. Zaczęły powstawać kolejne pracownie, które zajmowały się wytwarzaniem i zdobnictwem masek.

W 1600 roku wydano nawet specjalny dekret, który ograniczył  noszenie masek poza okresem karnawału.

 

Istnieją różne rodzaje masek: bauta (zakrywa całą twarz), columbina (zakrywa tylko oczy), moretta (maska noszona przez umieszczenie przycisku między zębami użytkownika), volto (zmieniała się od ¾ maski na maskę zakrywającą całą twarz), medico della Peste (okrywa całą twarz i ma długi, zakrzywiony dziób do nosa).

 

Wyjeżdżając – w każdej godzinie i w każdym miejscu zostawia się cząstkę siebie. Samo oddychanie w nowym miejscu – to energiczne ładowanie akumulatorów. Poznawanie, zaspokajanie ciekawości, badanie terenu… To wszystko tak głęboko przemawia do mnie i jest siłą każdego następnego planu wyjazdowego…

 

Po kliku latach życia na walizce, niezwykle ciężko usiedzieć w jednym miejscu. Kto to wie? Może kiedyś wrócę jeszcze do Wenecji na dłużej niż na jeden dzień.

Patrząc wstecz na – na godziny tam spędzone, wrażenie wywarte przez to miejsce na mnie tego jednego dnia – trwa do dziś…

 

Na zakończenie niech smaku Wenecji dopełni poniższy cytat pana Trumana Capote:

 

„Być w Wenecji to jakby zjeść 

całe pudełko czekolady z likierem naraz”.   

 

 

 


Podziel się




PODOBNE ARTYKUŁY

Toskania

Toskania

Jeśli ktoś w Toskanii już był, ma swoje wyobrażenie tej krainy. Niektóre wspomnienia będą do siebie zbliżone, niektóre całkiem odmienne. Jeśli ktoś nie był – automatycznie wizualizuje sobie w głowie obraz pól toskańskich o zach...

Alek Pytel Alek Pytel
2 lipca 2014
Gdzie mafia mówi dobranoc - Sycylia

Gdzie mafia mówi dobranoc - Sycylia

Sycylia zachwyca ciągnącymi się kilometrami gajami oliwnymi, w których zbiory zaczynają się późną jesienią. Skłania do refleksji w czasie spaceru w Dolinie Świątyń w Agrigento, gdzie znajdują się ruin...

Gosia Goławska Gosia Goławska
9 stycznia 2014