Wolontariat za granicą. Jak zrobić coś pożytecznego w podróży?

Łukasz Supergan Podróże  MCharity

Najważniejszym pytaniem jakie warto sobie zadać jest: dlaczego chcesz to robić? Czy chcesz pomagać innym ludziom? Nauczyć się czegoś nowego? Szukasz odpoczynku od podróży, zajęcia które pozwoliłoby Ci osiąść w miejscu? A może wolontariat jest sposobem na poprawę przede wszystkim Twojego samopoczucia? Moim zdaniem każda z tych motywacji jest dobra. Odpowiedz więc na to pytanie i zacznij szukać miejsca dla siebie.

fot. Łukasz Supergan

 

Podczas pobytu w Malezji, mieszkając krótko u naszych gospodarzy, poznaliśmy dwójkę Amerykanów, którzy uraczyli nas opowieścią o trzech miesiącach jakie spędzili w północnym Laosie. „W Laosie?” – pomyślałem wtedy. „Tym kraju, gdzie nie znalazłem nic, co by mnie ruszyło?”. Okazało się, że nasi znajomi odkryli gdzieś w południowoazjatyckiej dżungli małą wieś. Miejsce mogłoby uchodzić za odcięte od świata, gdyby nie to, że posiadało szkołę z małym internatem. Uczniowie zaś przybywali do niej z miejsc, które były jeszcze bardziej odcięte od świata, czyli jeszcze mniejszych wiosek, położonych jeszcze dalej w owej potwornej dżungli…

 

Ciekawy był dla mnie sposób, w jaki działała szkoła. Co prawda nauczyciel organizował dla dzieciaków zajęcia, jednak poza czasem nauki maluchy musiały radzić sobie zupełnie same. Same! Mieszkając z dala od rodzin, bez żadnych opiekunów, musiały na własną rękę organizować sobie życie przez większą część doby. Starsi uczniowie opiekowali się więc młodszymi, a wszyscy razem solidarnie sprzątali i robili pranie. Amerykanie zamieszkali z nimi pod jednym dachem i uczyli prostych zasad higieny, na przykład mycia rąk przed posiłkami. Wszyscy razem żyli według lokalnych standardów, co w Laosie oznacza dom z bambusa, z pojedynczym kranem zamiast łazienki stojącym gdzieś na zewnątrz. Raz w miesiącu musieli udać się najpierw łodzią płynącą w dół Mekongu, a potem autobusem, do stolicy, by przedłużyć wizy. Przez trzy miesiące mieszkali zupełnie odcięci od cywilizacji, co wspominali jako fascynujące doświadczenie.

 

Podobny pomysł nie raz może przyjść Ci do głowy. W hotelu czy autobusie możesz spotkać kogoś, kto podzieli się wrażeniami ze szkoły, w której właśnie mieszka i pracuje. Może czujesz się zmęczony podróżowaniem i chcesz odpocząć w jednym miejscu? Kończą Ci się fundusze, a czujesz, że na powrót do kraju jeszcze za wcześnie? A może mieszkasz w Polsce, ale chciałbyś zrobić coś dla innych?

 

Czy to jest dla mnie?

Wyjazd za granicę to niekoniecznie rzucenie pracy. Na całym świecie można znaleźć ciekawe zajęcie lub zabrać pracę ze sobą. Załóżmy jednak, że nie jesteś nauczycielem, nie umiesz projektować stron www, nie umiesz budować domów na pustyni (co pozwoliłoby Ci znaleźć etat w Dubaju), nie masz kapitału na otwarcie firmy w Tajlandii. Chciałbyś jednak:

 

  • - popracować za granicą,
  • - zdobyć nowe umiejętności,
  • - zrobić coś dla lokalnych społeczności,
  • - zatrzymać się wśród ludzi i poznać ich lepiej,
  • - pomóc w pasjonującej Cię inicjatywie,
  • - przyłączyć się na jakiś czas do grupy która Ci się spodobała.

 

Jeśli któreś z powyższych jest Twoją odpowiedzią, wybierz wolontariat.

 

Co to znaczy?

 

Wolontariusz to osoba pracująca nieodpłatnie na rzecz organizacji, instytucji lub osoby prywatnej, pomagająca w realizacji jakiegoś celu. Oznacza to najczęściej działalność na rzecz ludzi lub przyrody, choć nie zawsze wprost. Działając jako wolontariusz w organizacji ekologicznej możesz sprzątać śmieci w parku narodowym lub ratować zagrożone żółwie oliwkowe w Indiach. W organizacjach humanitarnych możesz uczyć w nepalskiej szkole lub wspomagać lokalnych przedsiębiorców z krajów Afryki.

 

Wolontariat to często masa roboty, nagrodą za którą jest zazwyczaj wdzięczność innych i własna satysfakcja. To znakomity pomysł dla osób, które rzeczywiście chcą to robić. Przez ostatnich 10 lat pracowałem jako wolontariusz łącznie w trzech organizacjach ekologicznych, a przez 4 lata także na etacie w jednej z nich. Spotykałem ludzi, którzy oczekiwali natychmiastowych efektów, a nie widząc ich, szybko się zniechęcali. Działania na rzecz ludzi i przyrody to lekcja cierpliwości.

 

Jak zostać wolontariuszem za granicą?

Możliwości są dwie: szukasz czegoś przed wyjazdem z kraju lub organizujesz sobie wszystko spontanicznie, będąc już w drodze. Poniższa lista nie wyczerpuje wszystkich możliwych miejsc, jest to mój subiektywny wybór, od którego możesz zacząć.

 

Work Away. Tą stronę znaleźliśmy podczas pobytu w Azji Południowo-Wschodniej. Pierwsze miejsce do jakiej dzięki niej trafiliśmy, było niewypałem, ale kolejne okazało się strzałem w dziesiątkę. W skrócie – dzięki Work Away znajdziesz miejsca na każdym kontynencie i prawie każdym kraju, gdzie mieszkańcy poszukują osób chętnych do pomocy w najbardziej różnorodnych projektach. W Australii możesz pracować na farmie pełnej owiec, w Laosie uczyć angielskiego, w Tajlandii zostać DJ-em na Full Moon Party lub budować domy z gliny, opiekować się zamkiem we Francji lub prowadzić pensjonat w Górach Izerskich. Możliwości jest tak wiele, że nie sposób wymienić wszystkich. Jeśli jesteś w jakimś kraju, po prostu wejdź na stronę WA, znajdź go na liście i przejrzyj dotyczące go oferty.

 

Zasady pracy znajdziesz w opisie każdego miejsca. Generalnie: pracuje się 5 dni w tygodniu, po 5-6 godzin dziennie. W zamian za pracę nie otrzymujesz wynagrodzenia, jedynie dach nad głową oraz posiłki. Ale… jak to często bywa najlepsze jest to, co niespodziewane. W trakcie 2 miesięcy wolontariatu na tajskiej wyspie Koh Phangan mieliśmy codziennie darmowe zajęcia z jogi. Spotkanie z Andym, gospodarzem ośrodka, a także rozmowy z nim, stały się dla mnie inspiracją do wewnętrznych zmian. Celem naszego przyjazdu tam było podreperowanie naszego budżetu podróżnego, ale szybko okazało się, że zyskaliśmy na tym o wiele, wiele więcej.

 

Lekcja jogi na Koh Phangan (fot. Łukasz Supergan)

 

Oferty potencjalnych gospodarzy możesz przeglądać nie będąc zarejestrowanym na stronie, jednak aby móc się z nimi skontaktować, musisz założyć własne konto. Niestety płatne (22 euro od osoby lub 29 za parę), za to na dwa lata. Zaletą jest fakt, że możesz najpierw przejrzeć potencjalnych „pracodawców” i dopiero gdy znajdziesz coś dla siebie – zarejestrować się. Możesz też oszukać system i próbować namierzyć znalezione miejsca przez zwykłą wyszukiwarkę w internecie, ale nie zawsze się tak da. Miejsce w którym pracowaliśmy znajdziesz TU, ale także TU.

 

W chwili gdy to piszę, w samej Tajlandii jest ponad 50 miejsc. Na całym świecie kilka tysięcy. Wybór jest więc ogromny.

 

WWOOF. WWOOF czyli World Wide Opportunities on Organic Farms. Strona skupia organizacje krajowe, dające możliwość pracy w gospodarstwach rodzinnych i ekologicznych. Zasada działania jest podobna jak w Work Away: w zamian za pracę przez określony czas w tygodniu, otrzymujesz wyżywienie i dach nad głową. Profil działalności strony jest węższy i skupia się wyłącznie na rolnictwie.

 

WWOOF-ing, jak go nazywają uczestnicy, to fajna propozycja dla tych którzy lubią pracę na powietrzu. Także dla tych, którzy sami planują przygodę z rolnictwem i chcą nauczyć się praktycznych umiejętności, dzięki którym założą kiedyś własne gospodarstwo. Pracując w gospodarstwie o profilu „eko” nauczysz się zasad permakultury, wykorzystywania naturalnych metod ochrony roślin, poczujesz na własnej skórze jak wygląda praca w polu i ogrodzie. Dla tych, którzy nie boją się fizycznej roboty i brudzenia sobie rąk.

 

CouchSurfing. Ten portal umożliwia w zamyśle goszczenie za darmo u innych. Czytając opisy niektórych osób można jednak znaleźć czasem propozycje wolontariatu u naszych gospodarzy. Jedno z takich miejsc znaleźliśmy w Nepalu, na trasie trekingu dookoła Dhaulagiri. W małej wiosce, dwa dni piechotą od najbliższej drogi, mieszkał tam nauczyciel prowadzący centrum komputerowe dla okolicznych dzieciaków. Niestety, w dniu w którym tam przechodziliśmy, był on akurat nieobecny i tylko dlatego nie zatrzymaliśmy się tam na dłużej. Po drodze spotkaliśmy jednak schodzącą w doliny Polkę, która mieszkała tam przez chwilę. Choć próbowała pracować z miejscowymi Nepalczykami, różnice kulturowe były ogromne i zrezygnowała.

 

CouchSurfing to nie tylko strona z darmowymi noclegami, ale także potężne forum dyskusyjne i tablica ogłoszeniowa. W gąszczu grup i profili znajdziesz tam zaproszenia od różnych wspólnot mieszkających razem. Czasem będą to komuny zorganizowane na podobieństwo squatów, gdzie indziej grupy artystów lub różnych „freaków” poszukujących alternatywnego sposobu na życie. Zdarzają się też couchsurferzy oferujący długoterminową gościnę lub pomoc w znalezieniu pracy, stażu lub wolontariatu na miejscu. Jeśli szukasz takiej możliwości w jakimś konkretnym kraju, zapisz się do grup dyskusyjnych w kilku największych miastach i zapytaj.

 

Organizacje humanitarne. Wolontariat (a czasem także praca) w takim miejscu nie może być już przypadkowa. Powody są dwa. Po pierwsze: wiele organizacji prowadzi nabór do konkretnych projektów, często na wiele miesięcy naprzód. Konieczne jest przejście przez, długą nieraz, rekrutację. Chętnych jest dużo, a wolnych miejsc niewiele, dostają się więc tylko nieliczni. Po drugie: praca w krajach dotkniętych biedą, wojną, klęskami żywiołowymi nie jest łatwa psychicznie i musisz być na 100% pewien, że dasz radę. Przykładem jest Polska Akcja Humanitarna, oferująca szkolenia i wyjazdy do krajów wschodniej Afryki. W takiej pracy wymagana jest zazwyczaj spora samodzielność, a i zakres obowiązków jest zazwyczaj duży. Satysfakcja może być jednak ogromna, a zdobyte doświadczenie zostaje Ci na całe życie.

 

Podobny profil działalności mają organizacje katolickie, działające w Afryce, Azji i Ameryce Południowej. Pracują tam nie tylko księża czy zakonnice. Misjonarzami (może nie w dosłownym znaczeniu) mogą być tez osoby świeckie, które pracują jako pomoc medyczna i nauczyciele.

 

Work Camps. To projekty międzynarodowej współpracy. Ludzie z różnych krajów spotykają się na obozach organizowanych w danym miejscu. Cel takiego obozu może być bardzo różny: prace przy organizacji wydarzeń kulturalnych, pomoc niepełnosprawnym, praca w gospodarstwach rolnych, projekty edukacyjne, ekologiczne, uczenie języków. Takich wydarzeń jest wiele w ciągu roku i maja one różny profil. Udział w niektórych jest płatny. Aby wziąć udział, musisz zarejestrować się na stronie workcamps.pl i wysłać zgłoszenie do organizatora – organizacji w kraju, do którego chcesz wyjechać. Pokrywa ona koszt Twojego wyżywienia i noclegu na miejscu, jednak za dojazd musisz zapłacić sobie sam. Obozy trwają zazwyczaj 2-3 tygodnie.

 

Pułapki wolontariatu

Niestety, nic nie jest tylko czarne lub białe. Nawet działania na rzecz innych mogą stać się przykrywką do zwykłego wyciągania pieniędzy od naiwnych lub niedoinformowanych.

 

Klasyczny przykład? Sierocińce w Kambodży. W kraju gdzie tysiące dzieci żyją na ulicach, kwitną miejsca ogłaszające się ze swoją działalnością na rzecz maluchów, którym los odebrał rodziców. Problem w tym, że część tzw. sierocińców służy do ściągania dotacji od odwiedzających je turystów. Będąc w tym kraju usłyszeliśmy nawet o takim pojęciu jak „orphanage tourism”. Niekiedy dzieci same mogą zaczepić Cię na ulicy, proponując wizytę w ich „domu”. Jest jednak spora szansa, że miejsce o którego trafisz, będzie zwykłym biznesem, prowadzonym przez człowieka, dla którego wyciąganie ręki po datek jest sposobem na życie. Kambodża jest bardzo ciężkim miejscem do życia i trudno ocenić ludzi szukających każdej możliwości zarobku, ale takie praktyki trudno nazwać inaczej niż oszustwem.

 

Nas także dotknął podobny przypadek. Szukając miejsca w którym moglibyśmy spędzić miesiąc lub dwa na pracy dla kogoś, nawiązaliśmy kontakt z rodzinnym domem dziecka na przedmieściach Phnom Penh. Wymiana e-maili z gospodarzem domu była bardzo miła, pomimo trudności językowych, ale tylko do czasu, gdy otrzymaliśmy wiadomość brzmiącą mniej więcej: „Przyjedźcie za dwa tygodnie, w tej chwili nasze dzieci jadą do swoich domów i rodzin”. Trochę nas to otrzeźwiło. A więc dzieci, które jeszcze kilka dni temu nazywane były sierotami, mają swoje domy, rodziny? Ciężko wydawać sądy – może to, co nazywało się sierocińcem, było raczej domem dziennego pobytu dla zaniedbanych maluchów? Albo to tylko błąd w komunikacji? Dopiero gdy zaczęliśmy interesować się tym tematem dowiedzieliśmy się, że setki takich miejsc powstają w Kambodży tylko po to, by kosztem maluchów wyciągać pieniądze od turystów. Biały przyjedzie, pobawi się z dziećmi i zostawi 50 czy 100 dolarów, z których podopieczni otrzymają znikomą część, jeśli w ogóle.

 

Zanim podejmiesz się pracy z dziećmi, sprawdź możliwie dokładnie jak działa miejsce do którego aplikujesz i jak wydatkowane są pieniądze które otrzymują gospodarze.

 

Płacenie za wolontariat

Wolontariat to dawanie siebie, swojego czasu i umiejętności innym. Za swoja pracę nie otrzymasz wynagrodzenia. Są jednak organizacje, które za możliwość wzięcia udziału w wolontariacie pobierają opłaty. Oficjalnie po to, by pokryć koszty administracyjne oraz utrzymania nowej osoby. Wiele z tych miejsc już na etapie szukania w internecie pachnie niezbyt dobrze. Co powiedzieć na przykład o nepalskiej lub indyjskiej organizacji ratującej jakieś zwierzaki (szczytny cel, bez dwóch zdań), która za każdy dzień Twojej pracy pobiera OD CIEBIE opłatę 10 lub 15 dolarów? Koszty życia, kiedy mieszkasz w biurze organizacji i jesz wspólne posiłki, mogą być spokojnie dwa razy niższe. Dodatkowo organizacje takie otrzymują często wsparcie od administracji i sponsorów. Twoja praca i tak jest bezpłatna, jakie więc koszty ponosi z Twojego powodu organizacja? I to w państwie, które w porównaniu z Polską jest śmiesznie tanie? W tej kwestii mam bardzo mieszane uczucia.

 

Istnieją nawet profesjonalne, międzynarodowe agencje, wyszukujące oferty wolontariatu. Tu rola się odwraca – to nie Ty szukasz dla siebie miejsca. To duża firma dobiera, dopasowaną do Twoich wymagań, ofertę. Przypomina to trochę wczasy dla wymagających, którym biuro podróży przygotowuje ofertę „na miarę”. Płaci się za to konkretne pieniądze. Miesięczny wolontariat w Indiach to 2500 dolarów, miesiąc pracy na stanowisku archeologicznym w Rumunii to ponad 10 tysięcy złotych. Oferta dobra dla kogoś, kto takie praktyki traktuje jako odskocznię do przyszłej kariery, ale zdecydowanie poza zasięgiem budżetowego turysty.

 

Każdy przypadek jest inny, każdy wymaga chłodnego spojrzenia. Czy to co robisz pomoże lokalnej społeczności? Jak wydawane są pieniądze w miejscu do którego jedziesz? Czy organizacja ma solidne podstawy, a jej działalność przyniosła już jakieś efekty? Sprawdź to wszystko zanim zdecydujesz się pomóc. W razie wątpliwości zapytaj na formach CouchSurfigu czy Thorntree.

 

Najważniejszym pytaniem jakie warto sobie zadać jest: dlaczego chcesz to robić? Czy chcesz pomagać innym ludziom? Nauczyć się czegoś nowego? Szukasz odpoczynku od podróży, zajęcia które pozwoliłoby Ci osiąść w miejscu? A może wolontariat jest sposobem na poprawę przede wszystkim Twojego samopoczucia? Moim zdaniem każda z tych motywacji jest dobra. Odpowiedz więc na to pytanie i zacznij szukać miejsca dla siebie.

 

Przydatne adresy:

 

www.workaway.info

www.wwoof.org

www.couchsurfing.org

www.workcamps.pl

www.swm.pl

 

www.wolontariat.org.pl

wolontariat.ngo.pl

 

www.thinkchildsafe.org – zanim wyjedziesz do Kambodży


Podziel się




PODOBNE ARTYKUŁY

Okuliści dla Afryki

Okuliści dla Afryki

Ze względu na swoją różnorodność i występujące tu niemal wszystkie strefy klimatyczne Czarnego Lądu, Kamerun często określa się mianem ‘Afryki w miniaturze’. Oficjalnie jest jednym z najbardziej rozwiniętych krajów r...

Redakcja Monoloco Redakcja Monoloco
22 października 2012
MCharity
Projekt Rwanda

Projekt Rwanda

Rwanda – znana jako Kraj Tysiąca Wzgórz – jest najgęściej zaludnionym krajem afrykańskim, będącym domem dla ponad pół miliona sierot. Większość z nich pozbawiona jest jakiejkolwiek opieki a nieliczni szczęśliwcy znajdują ...